czwartek, 10 stycznia 2013

"Radzisz sobie"

Przypomniało mi się, jak będąc studentką, lat 22, wracałam do domu autobusem ze szkolną koleżanką. Drogi większości licealnych znajomych rozeszły się w różnym kierunku. Niektórzy poszli na studia, inni do pracy, a kolejni założyli rodziny. Koleżanka należała do tej trzeciej grupy. Zaraz po maturze wyszła za mąż i urodziła dziecko. Z wypiekami na policzkach opowiadała mi o swojej córeczce, o ząbkowaniu, o tym że kupy nie było od trzech dni, o pieluszkach... Jak można się domyślić niespecjalnie mnie to wszystko interesowało, dlatego zmieniłam temat:

- a co u Danusi? (naszej wspólnej znajomej)
- wiesz, właśnie urodziła chłopca. Ale jak ona sobie genialnie radzi! Sama jest, a i zakupy zrobione, dom wysprzątany, mały czyściutki pachnący... Ja tak nie potrafię...

Pffii... pomyślałam wtedy. Co to za filozofia poprowadzić dom i zajmować się dzieckiem? No żadna przecież. Nie rozumiałam przekazu wtedy. Ale co ja miałam za problemy? Dwa razu w roku sesja (fakt bywało stresująco), dobre notatki z zajęć, no i odwieczny problem, w co się ubrać na randkę z chłopakiem (obecnym mężem de facto). Nic a nic nie rozumiałam.

Wczoraj widziałam się ze znajomą, matką dwójki dzieci. Na pożegnanie powiedziała mi, że podziwia, jak sobie radzę...

I dopiero wtedy do mnie dotarło. Musiałam czekać dziesięć lat by zrozumieć. Bo macierzyństwo to nie zajęcie hobbystyczne, a prowadzenie domu, to nie wakacje w spa.
Muszę przyznać, ze żadna dotychczasowa praca nie wymagała ode mnie tyle poświęcenia, cierpliwości, zorganizowania, logicznego myślenia, wysiłku fizycznego jak opieka nad moim Synkiem. Z drugiej strony, żadna dotychczasowa praca nie dawała mi tyle spełnienia i szczęścia...

"Radzisz sobie", to jeden z najważniejszych komplementów w moim życiu.


21 komentarzy:

  1. stukam się z Tobą kubkiem z kawą i mówię ....wszystko prawda.!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. no mogłabym się pod tym podpisać, zupełnie nie nie ma się pojęcia z czym wiąże się bycie rodzicem. dla mnie obecnie każdej matce przyznałabym medal, a na matki dwójki dzieci patrzę jak na supermenki.

    OdpowiedzUsuń
  3. fajne podsumowanie na koniec.
    i nikt inny tego zrozumie, póki tego nei zazna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Fakt...kiedyś to wydawało się banalne... słodkie życie - kochany bobasek, spacerki, obiadki ahhh to takie proste. Siedzenie w domu wydawało się rajem :] Wydawało się.

    OdpowiedzUsuń
  5. pewnie, że lekko nie jest, ale i wynagrodzenie sowite :)

    OdpowiedzUsuń
  6. dałam Ci wyróżnienie Versatile Blogger Award: http://szczescie-mamy.blogspot.com/2013/01/wyroznienie-versatile-blogger-award.html
    Zapraszam do zabawy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja muszę przyznać, zaczęłam sobie "radzić" dopiero po urodzeniu dziecka. Wcześniej żyałam w jakimś niesamowitym chaosie. A teraz momentami jest oczywiście ciężko, chodzę na rzęsach, nosem się podpieram, włosami zamiatałabym podłogę, gdyby nie to, że po ciąży są takie marne, ale tak naprawdę moje życie ma teraz znacznie więcej sensu. A i w domu mam jakoś czyściej i lepiej niż kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawda, ja sama z siebie jestem dumna, gdy trafi się dzień, że pranie zrobione, obiad wypasiony i jeszcze posprzątane jest, bo przy synku najczęściej tylko 1 opcja w ciągu dnia przypada...

    OdpowiedzUsuń
  9. KOchana, kto jak nie ty by sobie radził :* wzór zorganizowania jesteś dla mnie, zazdroszczę ci po ciągu tej cechy!

    OdpowiedzUsuń
  10. miało być "po cichu" ha Ha Ha :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Takich komplementów to można słuchac i słuchac :)
    A poza tym trzeba sobie radzic, bo kto da radę, jak nie MY!

    OdpowiedzUsuń
  12. każda z nas przyzna Ci rację i powie, że z ust wyjęte :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ja bym chciała się lepiej organizować i chciałabym też żeby ktoś kiedys też mi tak powiedział. ah poczekam sobie na te słowa chyba jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapraszamy do konkursu. Do wygrania body.
    Link do konkursu to:
    http://blog.naszkoliberek.pl/konkurs-swieta-i-po-swietach/

    OdpowiedzUsuń