wtorek, 30 kwietnia 2013

Kto posprząta ten Bałagan?

"Bałagan" jest jedną z najbardziej znanych książek wśród blogujących mam.
Gdy zobaczyłam po raz pierwszy ilustracje Alicji Wasilka, zachwyciłam się i przeraziłam jednocześnie... jak wśród tego hipnotyzującego chaosu odnajdzie się mój Synek. I powiem... odnalazł się!
Ogląda i cieszy się, gdy w tym całym bałaganie rysunków, odnajdzie znajome kształty... kota na przykład, czy lampę, czy słoik... wtedy pokazuje i klaszcze z radości...

Książka tylko pozornie trudna w odbiorze, bo jak się okazuje, dzieci lubią takie wyzwania :)



poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Muzykiem nie będzie...

Pamiętam jeszcze doskonale, jak Mr.Tata śpiewał do mojego ogromnego brzucha.
Pamiętam, jak opowiadał, że Mały na pewno odziedziczy po nim słuch i powinniśmy zainwestować w jego rozwój muzyczny, począwszy od jego życia w moim łonie.

- na trzecie urodziny dostanie skrzypce a na komunię fortepian - śmiał się.
- a na osiemnastkę sprezentuję mu perkusję, by nie było zbyt klasycznie - dodawałam

Mr.Tata piekielnie zdolny, ze słuchem doskonałym (przynajmniej jak dla mnie). Czasem ze smutkiem wspomina, że gdyby mógł się cofnąć w czasie... skończyłby jakąkolwiek szkołę muzyczną. Nie skończył. Wszystko, co tworzy, powstaje w jego głowie... później cudownie przeobraża się w dźwięki.

- nie możemy przegapić jego zdolności... on sam nam pokaże w czym jest dobry, my tylko nie możemy tego przegapić! - wciąż powtarza


Wczoraj obserwując Synka, podczas zabawy jego pierwszym instrumentem: cymbałkami, Mr.Tata, kręcił tylko głową:

- Muzykiem nie będzie...

I coś w tym musi być, bo sama zdolności muzycznych i jakiegokolwiek zainteresowania muzyką u niego nie widzę.
Nie pląsa, gdy słyszy muzykę. Wręcz próbuje zmienić kanał. Jedyne czego słucha to piosenek z Pana Kleksa.
Nie interesuje się gitarą, która jest na wyciągnięcie jego ręki. Nawet z czystej ciekawości...
Wspomniane cymbałki służą mu jedynie jako transporter dla samochodów.
Gdy mu śpiewam, zamyka mi usta. Choć ten argument może świadczyć o jego doskonałym słuchu muzycznym...
Zresztą dłoń ma raczej... "ciężką"... no nie wyobrażam sobie, by tymi swoimi paluszkami stukał po klawiszach...

Muzykiem nie będzie...

chyba...

Na wszelki wypadek rozejrzę się za klubikiem sportowym :)


sobota, 27 kwietnia 2013

Na Zdrowie: po włosku

Czytam sobie teraz książkę o kuchni Bliskiego Wschodu... i nawet nie wiecie, jak w momencie nabrałam ochoty na... kuchnię włoską! Nie wiem jaki związek jest między tymi dwoma, ale być może to przez wpływy śródziemnomorskie ;)


Przygotowałam więc dziś włoski obiad:

pomidorową, kurczaka i sałatkę.

Przepisy zaczerpnęłam z "Kuchni włosko - polskiej i polsko - włoskiej" Małgorzaty Caprari

Dziś podam Wam przepis na:

KURCZAKA TRIANON CRISTINY



Składniki:
1 średni kurczak
1/2 l mleka
mąka
jajko
tarta bułka
masło lub olej do smażenia
1 cytryna
siekana natka pietruszki

Kurczaka kroimy na niewielkie kawałki, zalewamy mlekiem i odstawiamy na godzinę.
Po godzinie panierujemy jak schabowego (mąka + jajko z solą + bułka tarta)
Smażymy.
Przed podaniem posypujemy natką i skrapiamy cytryną

(zamiast w panierce można obtoczyć kurczaka w cieście naleśnikowym i smażyć na głębokim tłuszczu)

Nic prostszego, prawda?

Polecam i życzę smacznego :)))

czwartek, 25 kwietnia 2013

romantycznie...?

Czy ja już wspominałam, że Mr.Tata jest romantyczny "inaczej"?

Wczoraj obchodziliśmy 11 rocznicę naszej pierwszej randki. W zasadzie nie obchodzimy zazwyczaj, ale pamiętamy. Mr.Tata wraca wieczorem do domu, a ja już od progu:
- a ty wiesz, że 11 lat temu mieliśmy pierwszą randkę? Heee?
On tylko się uśmiecha
- ach tak? No widzisz, bo mam dla ciebie prezent..
???
Wyciąga z torby pudełko...z butami!
TRENINGOWYMI!!!



Dobrze, że całego stroju nie skompletował ;)

(a tak poważnie to myślę, że wcale nie pamiętał o rocznicy, a buty kupił przypadkiem... tzn. bo wspominałam, że potrzebuję. Ale nie chciałam już psuć tej romantycznej atmosfery).

środa, 24 kwietnia 2013

Dziadek kontra rowerek. Pierwsze starcie.

"Dziura pokoleniowa" jest dla mnie czymś naturalnym. Czasem słucham głosu starszego pokolenia i wydaje mi się niewiarygodne, że "kiedyś wszystko wyglądało inaczej". Pokolenie naszych rodziców też z niedowierzaniem patrzy w jakich warunkach wychowują się ich wnuki.

Pewnie nie jednemu dziadkowi łza w oku się kręci, że wnuczki mają wszystko co chcą: wspaniałe zabawki, słodycze na wyciągnięcie ręki, cudowne place zabaw... Pewnie nie jeden żałuje, że gdy sam wychowywał dzieci, o czymś takim mogli tylko marzyć. Nie jeden dziadek pragnie te swoje marzenia wnukom zrekompensować...

Dziadek mojego Synka na pewno! Nieba by mu przychylił, gdy tylko było to możliwe.

Jakże więc zdziwienie dziadka było wielkie na widok  rowerka biegowego... Na początku patrzył i oczami przewracał, potem odważył się i zapytał:
- dlaczego bez pedałów?.

I tu nastąpił mój monolog tłumaczący, co to jest rowerek biegowy, i na czym polega jazda na nim.

- nawet dzwonka nie ma - po czym wyciąga z torby trąbkę rowerową i mi wręcza. Migiem tę trąbkę na szafę wrzuciłam, dziękując i tłumacząc, że na takie piszczałki to trochę za wcześnie.

- a dlaczego na tym dużym nie jeździ?
Hmmm... Duży za duży trochę jest.

- a są takie super trójkołowe... widziałem... (i tu nastąpiło zachwalanie rowerków wszelakich, grających, mrugających, z napędem, hamulcami, dzwonkami, koszykami i kijami... i czego one nie miały)

- To  może pójdziemy na plac zabaw zobaczycie jak się na tym rowerku jeździ - bo co innego miałam zrobić w tej sytuacji?

Wyjeżdżamy. Mały dzielnie sobie truchta, a dziadek:
- przecież on nie jeździ tylko chodzi! (a tłumaczyłam pół godziny wcześniej na czym to polega) - dźwignij nóżki do góry, dziadek cię powiezie - mówi do Małego i łapie za kierownicę. Mały w ryk.

Reszta drogi na plac zabaw odbywa się w milczeniu.

Wieczorem relacjonuję Mr.Tacie spotkanie dziadka z rowerkiem...
- a po co ty się tłumaczysz, mogłaś mu powiedzieć, że rowerki bez pedałów teraz w promocji są, a na te z pedałami nas nie stać - i śmieje się w najlepsze.
- no tak... gdybym tak powiedziała, na bank dziadek sprezentowałby kolejny rowerek... nie daj Boże, grający, trąbiący, samo jeżdżący...

Taki dziadka przywilej, że dla wnuka chce wszystkiego co najlepsze... a wybrakowany rowerek, no cóż, to moja fanaberia...






poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Niedziela w centrum handlowym

Nie lubię spędzać rodzinnej niedzieli na zakupach... To znaczy lubię zakupy, wielokrotnie spędzaliśmy też weekendy włócząc się od marketu do marketu, ale odkąd Synek jest na świecie, prawie w centrach nie bywamy.

Czasem jednak przychodzi taki dzień, w którym każdy z członków rodziny czegoś potrzebuje i to od zaraz. Wspólne zakupy... wyjście z sytuacji?

Obawiałam się wyjścia do centrum z Małym. Dzielnie zbojkotował wózek, więc w grę wchodził tylko spacer na własnych nogach. Plan był taki: najpierw kupujemy Małemu, co potrzeba. Jeśli sytuacja będzie nie do opanowania, odwozimy go do dziadków, a my wracamy i kończymy zakupy.

Zupełnie niepotrzebnie się stresowałam. Synek zakupy ma w genach! Po mamie oczywiście! Dzielnie chodził z nami od sklepu do sklepu, przymierzał, trzymał za rękę zawsze jednego z rodziców, nie wyrywał się, nie oddalał, nie łapał atakujących go z każdej strony kolorowych przedmiotów.

W zasadzie nie odczuliśmy za bardzo, ze jesteśmy na zakupach z dwulatkiem. Po dwóch godzinach obłowieni po uszy, zapakowaliśmy Synka do samochodu i ledwo silnik uruchomiliśmy... spał.

A co kupiliśmy?




To perełki.
Mr.Tata i Synek mają te same trampki. Oboje mieli problem z zakupem. Niby wszędzie ich pełno a rozmiaru brak. I ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu takie trampki dla dzieciaczków zaczynają się od rozmiaru 24. Na szczęscie w H&M dostaliśmy ostatnią parę. Cena 39.90, więc znośna.

Ja w końcu (!) mam swoją pierwszą shopping bag.

Reszty nie dokumentowałam, bo kogo interesują skarpetki czy bielizna osobista :P

Na szczęście kolejne tego typu zakupy nie prędko, więc mam nadzieję, ze kolejną niedzielę w parku spędzimy, a nie w centrum handlowym.

piątek, 19 kwietnia 2013

Biegamy na rowerku :)

I stało się. Pierwszy mój allegrowy zakup okazał się strzałem w dziesiątkę.
Szukaliśmy już od pewnego czasu rowerka biegowego, ale nie mogliśmy się zdecydować. Nie mieliśmy zbytnio sprecyzowanych kryteriów. Jedyne co było dla nas istotne to: waga, regulacja siodełka i kierownicy oraz cena.

Padło na ten oto egzemplarz:








Całkowita regulacja, waga ok 3kg, miękkie i wygodne siodełko, piankowe (tworzywowe) koła, łatwy montaż (sama go skręciłam!).

Cena 107zł (!!!) razem z dostawą!

Nie zależało nam na pompowanych kołach, bo po akcji z pierwszym wózkiem, takie koła kojarzą mi się tylko negatywnie.

Jesteśmy już po pierwszych próbach.
Mały zapałał miłością wielką do swojego urodzinowego prezentu. Odbył pierwszą przejażdżkę, o ile można to przejażdżką nazwać. Truchtał sobie na plac zabaw i z powrotem...

Nie mamy jeszcze kasku, dlatego cieszę się, że tak truchta :) Po kask jedziemy w niedzielę. Chciałabym, by Mały go zmierzył, bo nie wiem jaki rozmiar kupić.




Rowerek można kupić TU

Ja jestem zachwycona, a mój Synek jeszcze bardziej :)))