sobota, 16 czerwca 2012

Czy ktoś widział dziub dziuba?

Nie?

Ha. A mój Synek widział i to nie raz!
Mamy nową zabawę: dziub dziub atakuje! Polega na niespodziewanej całusowej napaści na biedne dziecko. Dziubole padają z prędkością światła w dowolną część ciałka małego.

Dziub dziub atakuje, gdy Synek jęczy, nudzi się, wisi na nodze podczas maminych obowiązków domowych, pała agresją do łóżeczka swego w porze spania.

W skrajnych wypadkach Dziub Dziub przybiera groźną minę i postawę i woła:

- dziuuuubas od maaamas!!! dziubas od mamas!!! Jak nie przestaniesz jęczeć dostaniesz dziubas w pupas!!!!

Synek piszczy, tupie nóżkami i ucieka. A jak go dziub dziub dogoni to zanosi się od śmiechu :)))

Kryzys zażegnany!

czwartek, 14 czerwca 2012

Szczepienie kontra piłka

Kolejne szczepienie: świnka, odra, różyczka już za nami. Oczywiście bez mojego stresu się nie obyło. Na szczęście okazało się, że nie ma się czym martwić, bo Synek nawet nie zauważył kiedy wbito mu igłę. Tyle było wspaniałych słoni na ścianach, że nie wiedział, w którą stronę ma patrzeć. Zero płaczu! Brawo!

Rozmowa z lekarką przed szczepieniem okazała się bardzo inspirująca. Nasza pediatra jest ewidentną fanką Małego. Zachwyca się nim przy każdej wizycie. Synek popisywał się swoimi umiejętnościami przez cały niemal czas. Raz się wspiął na biurko, raz podciągnął na krześle, następnie zrobił kulkę z papieru i zaczął kopać... i wiele innych sprawności pokazywał. Lekarka na to:

- niejeden dwulatek nie jest tak ruchowo rozwinięty jak ten malec. Myślała Pani o zajęciach ruchowych dla niego?
- eee... hmmm... no myślałam, ale jeszcze chyba jest za wcześnie
- ależ skąd. Są organizowane zajęcia dla takich właśnie maluchów i myślę, że warto go tym zainteresować. Ma nieprzeciętne zdolności ruchowe, w sam raz na sportowca.
- tak, piłkę kopać to on uwielbia.
- z takim wzrostem, to na koszykarza by się nadawał.
- na razie trenujemy w domu, głównie wspinaczkę wysokościową... po meblach
- małpi gaj też jest wspaniałym rozwiązaniem. Po meblach nie polecam, ale bezpieczne pufy i tunele jak najbardziej. Dziecko trzeba wspierać i broń Boże hamować w rozwoju.
- w takim razie rozejrzę się i zobaczymy, może go gdzieś zapiszę
- byłoby super, a jak będzie już sławny to przyjdźcie z autografem :)))
- przyjdziemy na pewno!

Po wizycie oczywiście przejrzałam internet w poszukiwaniu szkółki dla maluchów i aż przetarłam oczy ze zdumienia. Tyle zajęć w Katowicach i to dla dzieci od 6 miesiąca. Różne, różniste od basenu przez szkółkę piłkarską. Chcę się umówić na lekcje pokazowe. Zobaczymy, może po wakacjach będziemy kopać piłkę zawodowo?

***

Zapraszam na moje Urodzinowe Rozdanie



poniedziałek, 11 czerwca 2012

Urodzinowe Rozdanie :)))

Dziś są moje urodziny :)))

Z tej okazji przygotowałam dla Was niespodziankę: moje pierwsze Candy!

Do tematu zabierałam się już od trzech miesięcy. W kwietniu na rocznicę bloga, w maju na urodziny Synka, ale moje urodziny są najlepszym pretekstem.


Zasady Urodzinowego Rozdania:

1. Opisz w komentarzu swój najlepszy prezent, lub najgorszy... lub taki o którym marzysz. W sumie komentarz ma dotyczyć prezentów :)))

2. Umieść podlinkowany obrazek na swoim blogu (jeśli nie masz bloga zostaw swojego maila w komentarzu)

3. Obserwuj mojego bloga lub/i polub moją stronę na FB - warunek miły lecz nieobowiązkowy.

4. Na wszystkie komentarze czekam do 30 czerwca. 
Zwycięzcę wyłonię 1 lipca

5. Do wygrania jest prezent niespodzianka: coś dla ciała, coś dla ducha i coś dla domu. A co dokładnie może trafić w Wasze ręce pokażę tuż przed zakończeniem akcji :)))



piątek, 8 czerwca 2012

Konkurs na najgorszą babcię

Staram się jak najwięcej czasu spędzać z Małym na świeżym powietrzu. Plac zabaw odwiedzam przynajmniej dwa razy dziennie. Oboje bawimy się świetnie, ale też obserwujemy...

Już raz pisałam o tym, jakie "wspaniałe" postawy rodziców można zaobserwować, ale im częściej jesteśmy na placu, tym częściej dochodzę do wniosku, że nie ma to jak babcia!

W ciągu jednej godziny spotkałam trzy babcie, z których jedna gorsza od drugiej:

1. Babcia NIE DZIEL SIĘ. 
Wiadomo, że na placu zabaw obowiązuje niepisana zasada: wszystkie zabawki są wspólne. Ta zasada najpełniej działa w piaskownicy. Dzieci bawią się zabawkami, wiaderkami i łopatkami, zwłaszcza cudzymi. Dramat zaczyna się gdy dziecko wybiera się do domu, a rodzic/opiekun zbiera zabawki. Jeden z kilkuletnich chłopców przeżył "dramat", bo zabrana została mu łopatka, którą aktualnie tworzył dzieło swojego życia. Babcia wrażliwa na łzy wnuczka, w te pędy ruszyła do wózka i przyniosła mu jego osobisty, jeszcze nowiutki zestaw do piachu. Oczywiście wszystkie dzieci ruszyły po nowe zdobycze. Babcia oburzona wysypała zabawki w rogu piaskownicy i mówi do wnuczka:

- wnusiu, choć baw się tutaj swoimi zabawkami i nie dziel się, bo dzieci ci zniszczą!!!

Oburzenie wszystkich rodziców sprawiło, ze babcia wyciągnęła wnuczka z piaskownicy, wsadziła do wózka i odjechała nadąsana.

2. Babcia NIE
"Nie wspinaj się. 
Nie kręć się. 
Nie zbieraj kamieni. 
Nie rzucaj patykami. 
Nie strasz gołębi. 
Nie baw się w piasku. 
No koniec tej zabawy. teraz idziemy do domu na obiad".

3. Babcia BO SIĘ SPOCISZ.
"Nie biegaj tak szybko bo się spocisz. 
Nie wchodź na zjeżdżalnię bo się spocisz. 
Babcia poprowadzi rowerek bo się spocisz"

Czasem mi ręce opadają...

wtorek, 5 czerwca 2012

Jest i TATA

Cóż za radość zapanowała w naszym domu. Synek nauczył się wypowiadać kolejne ważne słowo: TATA!

Wczoraj gdy, Mr.Tata wrócił do domu usłyszał, to na co tak niecierpliwie czekał. Mały pokazał na niego palcem i powiedział TATA!

Nowe słowo uczczone było napadem całuskowym i tańcem radości.

Rodzicielstwo jest wspaniałe!

W słowniku Synka gości już:

MAMA
TATA
BABA (wszystko to co nie jest mamą i tatą)
TA (pokazuje palcem i pyta się TA?)
DZIDZI (wszystkie dzieci na obrazkach. Nie obowiązuje w odniesieniu do żywych dzieci)
NE (nie)
AŁ AŁ (hał hał)
LALALA (gdy mama śpiewa, Synek również)
TITI (gdy bawi się autkiem)
NAM NAM (mniam mniam)
DZIE DZIE (oczywiście w zabawie w "raczka nieboraczka")
DADA (gdy mu się nudzi i nie wie co ma powiedzieć)

A etap Komunikacji dopiero się rozkręca...

niedziela, 3 czerwca 2012

Weselny ZONK

Byliśmy wczoraj na weselu przyjaciela. Mr.Tata był świadkiem, więc trochę emocjonalnie do sprawy podeszliśmy. 

Ceremonia skromna, cywilna, a przez to ekspresowa sprawiła, iż nie bardzo odczuliśmy, że uczestniczymy w czymś ważnym i podniosłym. My tam mało ważni jesteśmy, ale zastanawiam się czy Państwo Młodzi to odczuli?

Samo wesele też skromne, ale nie można przecież oczekiwać hucznej zabawy, gdy gości zaproszonych było dwudziestu, przy czym 3/4 par z dziećmi i to malutkimi. Nasz Mały był najstarszy, a ma 13 miesięcy!

Zresztą nie ważne jaka skromna uroczystość, i tak przygotować się trzeba, więc od rana bieganina i krzątanina. Jak się tu porządnie  wyszykować z dzieckiem na ręku? Tak więc wymienialiśmy się:


- tata golenie i kąpiel, ja pakowanie torby "z rzeczami bez których obejść się nie mogę, czyli Syn ma torbę największą" ,
- tata karmienie Małego, ja kąpiel i malowanie, 
- tata ubieranie, ja ubieranie Małego,
- ja ubieranie, tata z Małym na rękach poganianie mnie


i już prawie gotowi jesteśmy, gdy przypomniało nam się, ze fotelik nie zamontowany...


- tata z fotelikiem do auta zbiega, ja z Małym na rękach sprawdzam czy wszystko spakowane (!)
- tata bierze Małego, ja torby. Wyjeżdżamy


W USC jesteśmy na czas. Z uśmiechem na ustach rozglądam się po zebranych gościach i coś mi nie pasuje. 
Wózek! Zapomnieliśmy o wózku!
I panika! Jak ja teraz Synka uśpię... zbladłam...

Na szczęście znajomi nas poratowali, i na imprezie na zmianę usypialiśmy dzieci. Uff... 

Nie wiem, co mi się dzieje ostatnio, ale mam wrażenie, że nie ogarniam. Wiem, że nie zawsze wszystko przewidzieć można, ale o wózku zapomnieć?

Ta przedweselna gorączka zawsze w głowach miesza...
 


piątek, 1 czerwca 2012

Kilka spraw na Dzień Dziecka

Po pierwsze:

Wszystkiego najlepszego dla naszych wszystkich dzieciaczków oraz ich rodziców, którzy za sprawą swoich pociech obudzili dziecko w sobie :)))

Po drugie:

Zainaugurowaliśmy Dzień Dziecka tarzając się w jajkach. Byliśmy na małych zakupach. Tak małych, że aż 30 jaj kupić musiałam i wypakować też. I przyznacie, że ciężko wszystkie 3 paczki wziąć jednocześnie z wózka i zanieść do lodówki, którą i tak łokciem otwierałam. Wzięłam 2 opakowania + masło, bo pewien wujek historię mi opowiedział, jak to w jego rodzinie dziecko się w maśle wytarzało i po dywanie rozsmarowało. Pamiętna tej historii masło wziąć musiałam i jedna paczka jaj w wózku się ostała.

A ten Czort Mały Jeden dorwał właśnie całą paczkę i jednym ruchem rozwalił wszystkie jaja. Ale jaja, pomyślałam sobie. 5 sekund mu to zajęło. Gdy się odwróciłam to Mały już pływał w jajecznicy surowej i to dosłownie. Położył się na brzuchu i rękami odpychał. Ślizg miał taki, że hej!

I tylko się zastanawiam, czy abym na pewno prawidłową podzielność uwagi miała. Mam wrażenie, że to tylko mi przydarzyć się może. Najpierw kupa, teraz jaja. Macie pomysły co może być jeszcze (na masło to mi się czerwona żarówka już sama zapala).

Po trzecie:

Jutro idziemy na wesele całą trójką. Ciekawe jak to będzie?

Po czwarte:

Dokładnie za 10 dni będę miała dla Was niespodziankę, więc zaglądajcie koniecznie

Po piąte i ostatnie:

Mimo, iż jajeczną ślizgawkę zlikwidowałam już, to i tak zamierzam się doskonale bawić z moim Synkiem. Dziś oboje jesteśmy dziećmi. Nie sprzątamy, nie myjemy się, ubieramy dwie rożne skarpetki i czapki na bakier i wygłupiamy się na całego!!!