Ja Matka powinnam się chyba stuknąć w głowę! I to porządnie!
Tyle tygodni nieprzespanych! Tyle stresu! Tyle łez! (moich oczywiście). Gdybym ja to wcześniej wiedziała...
Synek sypia ze mną od tygodnia prawie! I co najważniejsze SYPIA! A ja razem z nim, ku uciesze wszystkich domowników. Już od dawna nie byłam taka wyspana. Przez pierwsze dwie noce jeszcze zdarzyło mu się marudzić, ale i na to znalazłam sposób: zmieniłam mu pozycję... z plecków na brzuszek! NA BRZUSZEK!
Dlaczego nikt mnie wcześniej nie uświadomił, że dzieciątko kochane może jęczeć bo jest mu niewygodnie? Dlaczego nie wpadłam wcześniej na to, że na brzuszku chce poleżeć?
Tak mi głupio... może nawet niepotrzebnie zabrałam go do łóżka? Ale póki co niech tak zostanie jeszcze jakiś czas... może potrzebuje też mojej bliskości?
No i przy okazji w dzień dłuższe drzemki sobie urządza... Boże! Jest tak błogo...
środa, 21 września 2011
sobota, 17 września 2011
Wyrzuciłam męża z łóżka...
...a właściwie to Synek mój kochany wyrzucił!
No nie chce spać i już. Nie wiem, co się dzieje, ale nie jestem cyborgiem i spać też muszę! Upierałam się straszliwie, by Synek spał od samego początku w swoim łóżeczku i tak było... ale każda bajka szybko się kończy. Mały terrorysta postanowił, że będzie ucinał sobie drzemki... po kąpieli ok.19.00, śpi mniej więcej do 23.00, karmienie, następna pobudka ok 01.00 i zaczyna się maraton... 30 minut snu / godzina czuwania, gugania, śmiechu, czasem płaczu i tak do rana...
Ręce mi opadają i to dosłownie, bo tak 9-cio kilowego bobasa nosić prawie przez 24 godziny... do końca miłe nie jest. Po kilku nieprzespanych nockach z rzędu staję się agresywna!
Zrobiliśmy naradę rodzinną i postanowiliśmy, że Mr.Tata wyprowadzi się do drugiego pokoju, abym mogła wziąć małego do naszego łoża. Myśleliśmy, że może moja bliskość pomoże mu spać, a przynajmniej jedno z nas będzie wyspane...
Pierwsza taka nocka i wszyscy troje obudziliśmy się uśmiechnięci :))) Mr.Tata - bez komentarza, bo to oczywiste. Ja wstawałam tylko trzy razy do karmienia: 22.30, 12.30, 02.00 i od drugiej do 06.00 rano spałam sobie słodko... a spałam, bo zasnęłam podczas karmienia z cyckiem na wierzchu i Synek miał stały dostęp do pokarmu... Synek zadowolony a jakże! No, ale wiadomo tak być nie może, choć w duchu nie żałowałam, bo przynajmniej odespałam trochę ostatnie tygodnie.
Kolejna noc. Mr.Tata obudził się zadowolony - oczywiste. A ja z podkrążonymi oczami ciskałam piorunami. Od 02.30 nie zmrużyłam oka... SHIT!
Mr.Tata na mój widok:
- oj nawet nie wiesz jak za wami tęskniłem. Myślisz, że to tak przyjemnie jest spać samemu w dużym, miękkim łóżku... w takiej ciszy... nie musząc zwijać się w kłębek?
- chyba już nigdy się nie przekonam...
- a tak poważnie, to patrzę na ciebie i nie rozumiem co czujesz, bo jestem wyspany... Wystarczyły dwie noce i zapomniałem... I chyba nikt kto nie ma dzieci nie zrozumie tego, jak bardzo można być zmęczonym...
I zgadzam się z nim całkowicie, bo przypominają mi się twarze znajomych, którzy patrzą z pobłażaniem, gdy mówię, że ciężko jest..., że nie ma kiedy się wyspać... Nikt tego tak naprawdę nie rozumie, bo oni żyją w świecie, w którym każdą zarwaną nockę można odespać. My Matki przeniosłyśmy się w zupełnie inną czasoprzestrzeń...
Ps. Dziś mój "urlop" spędziłam na odsypianiu i gotowaniu. W następny koniecznie muszę coś ze sobą zrobić! A co do Synka, to mam kolejny plan...
niedziela, 11 września 2011
Chillout
Relaks Totalny!
Zgodnie z obietnicą sobota należała tylko do mnie (nie licząc pór karmienia). Z tej całej radości nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić! Zaczęłam od... sprzątania! Oooo... już dawno szorowanie podłóg nie sprawiało mi tyle radości. Mogłam zrobić co zaplanowałam, bez ciągłego przerywania i zabawiania Synka.
Następną relaksującą czynnością, której się poddałam było... gotowanie! Na obiad zrobiłam pyszną pizzę ze szpinakiem a na deser upiekłam ciasteczka owsiane:
Mr.Tata zadowolony był niezmiernie z tego mojego "urlopu". Gdy przekornie zapytałam czy powinnam mieć wyrzuty sumienia, że się Synem nie zajmuję, odpowiedział: "Ależ skąd! Trudno... jak Synka nie kochasz..." hahaha
Potem usiadłam do maszyny (efekty mojej pracy można ocenić na: http://powerprojekt.blogspot.com ).
Potem usiadłam do maszyny (efekty mojej pracy można ocenić na: http://powerprojekt.blogspot.com ).
O siedemnastej wymiękłam. Odebrałam Małego Mr.Tacie i tuliłam, tuliłam, tuliłam... i tak do wieczornej kąpieli. Pierwszy raz jest zawsze trudny, a przecież cały czas go widziałam i do piersi przystawiałam, kiedy była taka potrzeba. Ciekawe co by było, gdybym wyszła na cały dzień...
Zadowolona i zrelaksowana przytulam się wieczorem do mężusia mego.
- Jak chcesz to niedzielę możesz też mieć wolną. Ja się chętnie Synkiem zajmę...
- Nie. Dziękuję. Na razie mi wystarczy...
wtorek, 6 września 2011
Uwolnić Matkę
Mam plan! W sumie plan jest wspólny, rodzinny, a nosi roboczy tytuł Uwolnić matkę. O co chodzi? Po wszystkich hurrraaa związanych z macierzyństwem, po oswojeniu się w roli Matki, po tych cudownych czterech miesiącach przyszedł czas na bycie kimś więcej niż Tylko Matką! Jeżeli choć raz w tygodniu nie uwolnię swoich rąk od mojego kochanego Syna chociażby na kilka godzin, to stanę się agresywna i będę gryźć! W trosce o moje zdrowie psychiczne (i wszystkich domowników przy okazji) weekendy mam wolne od Matki (przynajmniej częściowo). I będę robiła to na co mam ochotę! A co!
Zaczęłam z grubej rury: kupiłam wrześniowego Shape'a, którego nie miałam w rękach praktycznie od roku!!! A że do tego numeru dołączona była płytka treningowa to super! Rozdziewiczyłam ją wczoraj i przyznam, że jest niezła. Zgromadziłam już sporą kolekcję, więc mam porównanie. Matka wraca do życia, bo zaczyna się pocić :))))))
Po treningu, w pościeli właściwie zaczęłam przeglądać gazetę. Oj jaka ja byłam szczęśliwa, jaka zadowolona, ile w mojej głowie kołatało się pomysłów na te godziny wolności... Strona po stronie... i widzę „Mama wraca do formy...” i Karolina Malinowska opowiada jak to ciężko zebrać się do kupy i zacząć ćwiczyć (hmmm...). Następna strona „Planujesz zajść w ciążę? Ogranicz kofeinę” (!?!). Cóż to? Przecież Shape to najbardziej niemamina gazeta jaką znam! Matka za mną chodzi! Jest wszędzie!
I tak oto przekonałam się jak trudno jest uwolnić Matkę od Matki.
sobota, 3 września 2011
cóż to był za rok....
Dokładnie rok temu zrobiłam test ciążowy, którego wynik zmienił całe nasze życie :)) Nie do wiary jak ten czas szybko leci. Pamiętam szok jakiego doznałam, później ogromną radość, następnie strach o to, jak to będzie, czy jest zdrowe itd. Nie pisałam jeszcze bloga, a szkoda... ale byłam na tyle przytomna, by utrwalić na piśmie kilka cennych chwil:
1. Mr.Tata kilka chwil, po oswojeniu się z myślą, że zostanie TATĄ:
- wiesz... małe dziecko jest jak komputer: najpierw masz w nim sam BIOS (dziecko płacze, je, śpi), potem wgrywasz programy (uczysz chodzić, mówić...) a od czasu do czasu wrzucasz aktualizacje (???)
2. Kiedy ciąża stała się dla nas niezaprzeczalnym faktem:
Od samego początku czuję się wyśmienicie. Brak jakichkolwiek przykrych objawów... mam mnóstwo energii... jestem aktywna zawodowo... Pełnia szczęścia!
Mój Małż. też nie zauważa jakoś znacząco, że jestem w ciąży, ale tylko do momentu wyprawy na zakupy...
- Weź może jakieś owoce.
- Już mam - jabłka
- Jabłka to nie owoce. Może pomarańcze? I jeszcze jakieś jogurty?
- Przecież wiesz, że nie lubię. Mam już kefir.
- Teraz musisz lubić!!! W ciąży jesteś!!!
3. Kiedy uświadomiliśmy sobie, że na świat przyjdzie mały człowiek:
Mój Małż. cały wieczór analizował dziedziczenie genów, podobieństwo cech. Przeglądał zdjęcia, porównywał członków rodziny i rzekł:
- Myślę, że nasze dziecko urodę odziedziczy po mnie, intelekt też po mnie, hmm... po Tobie dobry gust...
- Naprawdę? Myślisz, że mam dobry gust?
- Taa... w doborze partnera życiowego...
4. Kiedy odkryliśmy, że ten mały człowiek jest rodzaju męskiego:
Badanie USG odkryło przed nami wielką tajemnicę.
Lekarz nie miał wątpliwości: SYN
zobaczyć łzy w oczach męża - bezcenne
Gdy emocje opadły rzekł:
- Gdybyś była żoną Króla, w Królestwie zostałoby ogłoszone wielkie święto.
Żoną Króla? hmm...
Takie krótkie migawki z przeszłości... To był naprawdę niesamowity rok...
PS. Wszystkiego najlepszego Mr.Tato z okazji naszej 6 rocznicy ślubu :))))))
środa, 31 sierpnia 2011
Wielka Kupa czyli jak zrobić z Matki Kretynkę
Dziś przyszedł czas na kolejną kontrolę bioderek. Oczywiście wszystko w porządku z tymi bioderkami się okazało więc już kolejnej wizyty nie będzie. Ale nie w tym tkwił nasz dzisiejszy problem...
...Mój Syneczek biegunki dostał. W sumie luźno robił już wczoraj, ale czekałam, bo wiem, że na piersi tak może być. A że to nasz pierwszy raz z problemem to zaczęłam przetrząsać internet, zasięgać opinii - norma. Oczywiście naczytałam się, oj naczytałam...
Dziś kolejna żółta woda zamiast kisielowatej kupki! Oj nie! Skoro już na USG się wybieramy to koniecznie trzeba o pediatrę zahaczyć. Do wszystkiego namówiłam Mr.Tatę: "bo pewnie się odwodni", "a może to rota, przecież nie szczepiliśmy", "albo jaka bakteria się przyplątała i w szpitalu wylądujemy przez to"
Synek oczywiście wesoły, niegorączkujący i niezdający sobie sprawy, że zawartość jego pieluszki doprowadza do stanu zawałowego jego mamusię kochaną :))
U Miłej Pani Pediatry wizyta przebiegała następująco:
- Jaki problem Pani zaobserwowała? - pyta pediatra
- Mój syn ma ostrą (!) biegunkę?
- ile stolców oddał?
- trzy (!)
- gorączkuje?
- nie
- wymiotuje?
- nie
- to pewnie jakiś błąd dietetyczny mama popełniła
- nie przypominam sobie żebym popełniła jakikolwiek błąd dietetyczny - odpowiedziałam prawie oburzona (prawie!)
- może jakiś majonez albo lody? - pediatra się nie poddaje
- oooo... i lody i sałatkę z majonezem zjadłaś - włączył się Mr.Tata
że też nie ugryzł się w język! Nie pozostało mi nic innego jak spłonąć rumieńcem "nie przypominam sobie, żebym popełnia jakikolwiek błąd...". Kurka blada nie mogłam grzeczniej? A tu jeszcze dziecię trzeba ubrać i ni jak nie można się szybciej ulotnić... No nic. Próbuję pociągnąć jeszcze tę miłą konwersację:
- ach bo ja się wystraszyłam, że jakąś bakterię złapał, choć staram się wyparzać mu zabawki co jakiś czas bo wszystko do buzi bierze (trzeba się przecież pokazać z lepszej strony)
- a rączki też mu Pani wyparza?
Wrrr... bez komentarza. Już nic się nie odezwałam bo jak kretynka się poczułam.
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Johnnie Walker
Włożyłam sobie mojego Malca do łóżeczka. A niech sobie pokopie trochę i ze Słoneczkiem pogada, pomyślałam odchodząc do domowych obowiązków.
Jakoś cicho mi się zrobiło w tym łóżeczku więc postanawiam zerknąć, być może Syneczek drzemkę sobie uciął? Wchodzę do pokoju i z daleka widzę coś ogromnego w miejscu gdzie Synek przeważnie kolana ma. Prawie podbiegam zaniepokojona, zerkam do łóżeczka, a tam głowa w nogach normalnie :)) Syneczek mój słodki zaczął przemieszczać mi się nogami po szczebelkach. Usiadłam w fotelu i przyglądam się zaciekawiona. Po pewnym czasie znudziło mu się chodzenie i fik... obrócił się z plecków na brzuszek (nic nowego wprawdzie), ale chwilę potem kolejny fik... i Mały z powrotem na pleckach wylądował. Aż wstałam zdumiona i Mr.Tatę wołam...
Łał! Oboje stoimy jak wryci... chyba wkraczamy w kolejny etap...
Od dziś Syneczek nasz kochany otrzymał przydomek Johnnie Walker vel. Twister :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)

