niedziela, 11 sierpnia 2013

Dobry klimat przed urlopem... czyli rozmówki małżeńskie ;)

Pakujemy walizki, wspominamy nasze wyjazdy... zwłaszcza te pierwsze, przedmałżeńskie.
Rozbawiona, pytam Mr.Tatę:
- Ty wiesz, że za miesiąc mamy ósmą rocznicę ślubu?
- Ósmą? nie piątą?
- Ósmą!!!
- Ósmą? Co za rzeźnia!!!

Cokolwiek miał na myśli... :)))

Ps. Nie sądzę bym miała czas zaglądać na bloga... Więc buziaki dla Was! Do poczytania za tydzień :*

sobota, 10 sierpnia 2013

Uwaga URLOP!

Czekałam, czekałam i doczekać się nie mogłam, na urlop mężowski. I oto jest! Pierwszy, prawdziwy, dwutygodniowy. Pierwszy po niemal 5-6 latach. Jak wcześniej funkcjonowaliśmy bez urlopu, nie wiem. Na dziko raczej, spontanicznie.

Choć pomysłów na spędzenie tego czasu mieliśmy mnóstwo, dopiero w zeszłym tygodniu zdecydowaliśmy gdzie pojedziemy. I to całkiem przypadkowo.

Nauczona przykładem tygodniowych wakacji u babci, że najwięcej radości dają rzeczy proste, szukałam miejsca w którym moglibyśmy odpocząć. zregenerować się, pobyć razem - rodziną.

Kiedyś relaks i spokój = SPA.
Dziś dużo się zmieniło.

Przeszukując internet trafiłam na cudowny, skromny pensjonat  w Szczyrku. No może to niezbyt daleko od Katowic, i nie do końca myślałam o tym, by tam spędzić wakacje, ale przekonałam się. Intuicja mi podpowiedziała, że tam będzie nam bardzo dobrze.

Przeglądałam zdjęcia, całą stronę, czytałam opinie... tak. To miejsce na moje wakacje. Prosto. Ciepło. Rodzinnie.




Jutro pakowanie i ostatnie zakupy. Wyjeżdżamy już w poniedziałek rano :)))

*zdjęcia pochodzą z Internetu

środa, 7 sierpnia 2013

MAXI... na maxi upały

I paradoksalnie w środku lata, zamiast ganiać na świeżym powietrzu, większość dnia spędzamy w czterech ścianach. I to osłoniętych czterech ścianach.

Wychodzimy po 16.00, ale i tak ledwo dyszymy...

W domu nuda... ale taka kreatywna. Mały oblepia mieszkanie plasteliną. Niech oblepia, przynajmniej ma zajęcie i nie wali pięścią w drzwi wyjściowe, odziany jedynie w majty i czapę...

Ja siedzę przy maszynie. Przyznam, że od początku sezonu raczej ze sprzętem się nie bratam, ale skoro pogoda "mi sprzyja", to niech jej będzie. Wykorzystuję czas na zaległości...

Jakiś czas temu powstała moja ukochana MAXI spódnica. Choć miała już swoją premierę, nie doczekała się porządnej sesji zdjęciowej... Trudno. Jedyna fota, by się pochwalić, to ta:



Jeśli aura się nie zmieni, to dorobię się jeszcze kilku nowych kreacji...



wtorek, 6 sierpnia 2013

Trafił mi się TAKI egzemplarz czyli o pierwszej książce kucharskiej!

O książkach piszę rzadko, choć biblioteczka Synka wcale mała nie jest. Tym razem jednak oprzeć się nie mogłam. Za sprawą cioci G. trafiła w nasze rodzinne ręce pozycja niezwykle interesująca.

Książka kucharska dla dzieci czyli "Owoce i Warzywa. Dzieciaki robią przysmaki" z ilustracjami Justyny Jędrzejewskiej. 


Taka pierwsza książka kucharska dla dziecka. Dla mojego - prezent idealny. Mały kucharzyć lubi, bardzo dużo już potrafi, a oglądanie ilustracji przedstawiających jedzenie, to dla niego sama frajda.

Ogląda i mówi "mniam mniam", bo słowo "cebula" jakoś koślawo wychodzi, a "bakłażan" to raczej by salwy śmiechu wywołać istnieje. Ale po co one, skoro "mniam mniam" mówi wszystko...

Przepisy na przekąski są proste, i rzeczywiście wykonalne przez kilkuletnie dziecko. Ilustracje przyciągają wzrok, a małe ludki kryjące się w warzywach intrygują dziecko. Z pewnością ta książka jest sposobem by zachęcić dziecko do jedzenia warzyw i owoców... ja sama kilka przepisów wcieliłam w życie. Takie banalne... a jakoś człowiek w rutynę popada.






Co jednak mnie zaciekawiło najbardziej w tej pozycji? 

Książka jest wydana z myślą o zdrowiu i bezpieczeństwu dzieci a także z troską o środowisko!

"Papier wykorzystany do produkcji tej książki posiada certyfikat dopuszczający do produkcji zabawek (...)"

"Oprawa miękka ma przyjemne wykończenie, a szycie jest przyjazne małym alergikom niż klejenie"

"Papier został wyprodukowany w papierni, dbającej o środowisko naturalne, co potwierdzają certyfikaty ISO 14001"

"Farby zostały wyprodukowane na bazie olejów roślinnych"




Przyznacie same, że ta pozycja jest godna uwagi. Problem jedynie w tym, że ciężko tę książeczkę dostać.
Na stronie wydawnictwa "Pietrusowa Górka" wisi taki oto komunikat:

 
DRODZY CZYTELNICY!
NIESTETY Z PRZYCZYN OSOBISTYCH ZMUSZENI JESTEŚMY ZAKOŃCZYĆ SWOJĄ DZIAŁANOŚĆ. BARDZO DZIĘKUJEMY NASZYM WSZYSTKIM KLIENTOM. BYĆ MOŻE KIEDYŚ TA STRONA ZNÓW OŻYJE NOWYMI POMYSŁAMI?
NASZĄ KSIĄŻKĘ MOGĄ PAŃSTWO ZNALEŹĆ JESZCZE W KILKU KSIĘGARNIACH. JEŻELI BYŁBY Z TYM PROBLEM TO PROSZĘ DZWONIĆ.
POZDRAWIAMY I ŻYCZYMY POWODZENIA!

Trochę szkoda...

sobota, 3 sierpnia 2013

Śląski chłopak

Mój Mały ma zdolności językowe niebywałe. Łapie wszystko, co nie jest poprawną polszczyzną.
Dziś gwarą dziecięcą do mnie przemówił.

Rano, podczas sobotnich porządków przyglądał się uważnie, jak balansuję na krześle i przecieram dość sporych rozmiarów zegar wiszący na ścianie.
On patrzy, a ja go zabawiam rozmową
- a powiedz, co mama robi?
- myju!
- a co myje?
- TIKTOK!!!
- co myje? Powtórz kochanie - pytam zszokowana
- tiktok, tiktok, tiktok...


:)))

*zdjęcie pochodzi z Internetu

piątek, 2 sierpnia 2013

Wideo Sponsorowane: Domestos & UNICEF

O problemie sanitarnym na świecie miałam okazję pisać już kilkakrotnie. Teraz mam okazję napisać po raz kolejny. Bo co z tego, że żyję w cywilizowanym kraju, w wygodnym mieszkaniu, z dostępem do bieżącej i ciepłej wody, a brak toalety w domu, jest dla mnie nie pojęty. Co z tego, że inni (może w biedniejszej dzielnicy, może na drugim końcu świata) tego podstawowego komfortu nie mają, skoro ja mam! Mogłoby mnie to zupełnie nie obchodzić.

Mogłoby...

Ale czy naprawdę można przejść obojętnie obok faktu, że blisko 37% ludzi na świecie nie ma dostępu do podstawowych warunków sanitarnych? Mną to wstrząsa... Mną, której przez myśl nie przechodzi, że tak wiele ludzi ma problem z umyciem rąk po wyjściu z toalety. Mimo, iż żyjemy w czasach, w których świadomość jak wiele chorób roznoszonych jest tą drogą (czerwonka, zatrucia pokarmowe, zapalenie wątroby typu A, choroby pasożytnicze itd.) powinna być powszechna, wciąż obserwuję, jak niewielu ludzi dba o podstawową higienę (np. w pracy, w toalecie w centrum handlowym).

Jak dbać przecież wiemy...

Teraz wyobraźcie sobie co dzieje się w krajach, w których nie ma toalet. Nie ma nawet podstawowych warunków sanitarnych. Higiena osobista jest ułudą. Nie z powodu niewiedzy, lecz z powodu BRAKU DOSTĘPU!!! Braku środków.

A może Was ten problem nie dotyczy? Może nie. Myjecie ręce po wyjściu z toalety, jesteście chronione i usprawiedliwione. Tylko nie wiecie komu tą rękę zaraz podacie... A może zechcecie wybrać się na wakacje, sezon w pełni, łatwo o "egzotyczną" ofertę w przystępnej cenie.

Skala problemu niestety jest ogromna. I dlatego każda akcja, mająca na celu informację i wsparcie jest potrzebna. Każdy ma prawo do podstawowych warunków sanitarnych. Tu nie chodzi o luksus, ale o GODNOŚĆ CZŁOWIEKA.

Zobaczcie sobie poniższy film z kampanii Domestosa & UNICEF "Tańcz, Bądź Szczęśliwy i Podziel się z Przyjacielem":

Proste obrazy
Prosta rozmowa
Samo Sedno!

Chcesz wesprzeć akcję?
Kup jedną ze specjalnie oznakowanych butelek Domestosa.
Część kwoty ze sprzedaży będzie przekazana bezpośrednio do UNICEF CATS m.in na Filipinach, Wietnamie, Południowym Sudanie, Indiach.

Zapraszam również na oficjalną stronę UNICEF, gdzie możecie znaleźć więcej informacji na ten temat.

*Post sponsorowany przez Domestos

czwartek, 1 sierpnia 2013

Naturalnie na komary

Jest jeszcze jedna rzecz, której się u babci nauczyłam... żaden "cudowny" środek owadobójczy na zmasowany atak komarów nie działa! Zresztą jak wyciągnęłam zapas środków... to miejscowi popatrzyli na mnie co najmniej z litością.

Oni już wiedzą, że to nic nie da. Ale ja musiałam sprawdzić na własnej skórze (boleśnie).

Po dwóch dniach poirytowana spytałam Kuzyna. "To jak wy sobie z komarami radzicie? No jak?"

A on wyciągnął olejek/aromat waniliowy (taki do ciasta). I pokazuje mi "To działa!"

Zdębiałam. Przysięgam, że mowę mi odjęło.

Okazało się, że wystarczy zmieszać ok litra wody z tym olejkiem i spryskać pomieszczenie (i siebie przy okazji),  by komary nie wlatywały. Jedyny minus jest taki, że zapach szybko wietrzeje i trzeba czynność powtarzać dość często. Wystarczy jednak mieć perfum z nutą waniliową bądź odświeżacz do kontaktu, by komar nie siadał. W zasadzie to i mój waniliowy balsam do ciała "działał".



Wanilia! No kocham ten zapach!

Drugi sposób sprzedała mi moja mama.Są to goździki!
Mama rozsypała goździki na spodeczki i rozłożyła w całym domu. Nie uraczysz u niej tego wstrętnego krwiopijcy. Uszyła sobie też taką sakiewkę/breloczek do kluczy, dzięki temu i na spacerze jest chroniona.



Przyznam się, że nic mnie tak nie zaskoczyło jak te naturalne odstraszacze.
Na wakacje koniecznie musze zaopatrzyć się w zapas wanilii i goździków. Bezwzględnie.

A Wy macie swoje domowe sposoby na owady?

*zdjęcia pochodzą z zasobów internetowych