poniedziałek, 27 lutego 2012

Czytać nie będę!

Ogłaszam bunt na pokładzie. Dotąd czytanie bajeczek przebiegało sprawnie i przyjemnie, czasem zdarzały się tylko momenty mniejszego zainteresowania Synka literaturą. Teraz przechodzimy na kolejny etap:

Książki są do targania, ślinienia i rzucania, a już na pewno nie do czytania!

I cóż mogę zrobić w takiej sytuacji. Każde wspólne czytanie kończy się stratami w pozycjach książeczkowych, a przyznam się, że tych mi szkoda trochę. A gdy twardo nie daję Synkowi choćby dotknąć karteczek kładzie się na podłodze i wyje, co udaje mi się ignorować. Tylko, że dalsze czytanie nie ma sensu... I wspomnieć muszę, że niezależnie od pory dnia czy wieczoru wciąż to samo!

Dziś spróbowałam innego sposobu. Zaczęłam czytać czasopismo, a dokładnie Twój Styl. Na początku Syneczek słuchał i patrzył, patrzył i słuchał... dobrych pięć (!) minut. Potem zaczął skubać. Eeee tam oberwane rogi, to nic nie szkodzi... I nagle jak nie wyrwał tej gazety, jak nie zaczął uciekać. Nie goniłam go nawet. Patrzyłam bezsilnie jak moje nie przeczytane jeszcze, ulubione czasopismo zamienia się w stos maluteńkich papierowych skrawków. 

Koniec. Czytać nie będę. 
Przynajmniej przez jakiś czas.

sobota, 25 lutego 2012

Bąbelkowe rozpieszczanie

Tak się przyczepiłam do słowa "bąbelkowy", bo niezmiernie mi się spodobało i chyba już zawsze kojarzyć mi się będzie z Sanoflore.

Jesteśmy już po dwóch tygodniach testowania kosmetyków: Kremu Nawilżającego oraz Bąbelkowego Żelu do Kąpieli. Od razu muszę przyznać, że oba produkty są doskonałe. Chcę przypomnieć, że kosmetyki są całkowicie BIO, nie zawierają parabenu, sztucznych barwników oraz nie są perfumowane


Krem jest po prostu genialny. Delikatny, szybko się wchłania, niby lekko oleisty a wcale nie tłusty. No i ten leciutki zapach porzeczki. Przecież nie perfumowany a pachnie! Pachnie naturą. Zaraz skusiłam się by otworzyć żelazne zapasy przygotowane przez moją babcię, a wśród nich sok z czarnej porzeczki. I przyznam się, że to ten sam klimat.
Ale wracając do kremu... Skóra Synka była po nim delikatna, ładnie nawilżona. Dziecko moje ma naprawdę ładną skórę więc niewiele trzeba by o nią zadbać, dlatego sama się tym kremem wysmarowałam. Pierwsze wrażenie to uczucie relaksu. Super! Krem ma taką konsystencję, że nadaje się do masażu. Przyznam, że raz spróbowałam Synka wymasować, to mi uciekł z gołą pupą, ale gdy dziecko jest bardziej do opanowania to można spróbować :)))



To Bąbelkowe szaleństwo do kąpieli to też bardzo trafiony produkt. Bardzo lubię takie płyny do kąpieli, które dozuje się na dłoń. Produkt wtedy jest bardziej wydajny i mam kontrolę nad tym gdzie trafia. Cieszy mnie również fakt, że można nim myć włosy i nie szczypie w oczy. Słodki, porzeczkowy zapach dodatkowo działa na zmysły. Syneczek wielce polubił ten nowy żel i najchętniej by go zlizywał z moich dłoni (a raczej tatowych, bo to on kąpie). Po kąpieli miałam wrażenie, że nic więcej nie trzeba na skórę nakładać. 

Oba produkty są na piątkę z plusem. Polecam!

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat produktów Sanoflore zapraszam:

*zamieszczone obrazki pochodzą ze strony www.sanoflore.net

piątek, 24 lutego 2012

Na biegunkę też są sposoby!

A obiecywałam sobie, że o kupie mego Skarba pisać nie będę, ale jak tu nie pisać skoro temat tak "fascynujący".

Po ostatniej przygodzie odkryłam dwie rzeczy: 1) nie każda biegunka u dziecka to powód do paniki, 2)wbrew pozorom naprawdę łatwo można ją powstrzymać.

Po wizycie u pediatry i w szpitalu, jedynym zaleceniem jakie dostałam to dieta. Nie ukrywam, że zdziwiłam się bardzo, bo zielono i wodniście co dwie godziny robiło się w pieluszce Synka i wydawało mi się, że powinnam leki "jakieś" podawać. No cóż zdziwienie to chyba mój stan naturalny.

Dieta i jeszcze raz dieta. Najlepiej:
1. Kleik ryżowy na wodzie bądź rozgotowany na wodzie ryż
2. Ugotowana marchewka i ziemniak
3. Ugotowane jabłko
4. Banan

W praktyce okazało się, ze już po kleiku nastąpiła znaczna poprawa w ilości a po papce marchewkowo-ziemniaczanej w jakości wydalanej kupy. Nie zdążyłam dojść do jabłka, kiedy problem jakby sam się rozwiązał. Proste, zaskakujące i tanie. Oczywiście Syn cyca mamlał non stop i wody łyk też mu podawałam. 

Obie lekarki polecały również Sinlac - zbożowy produkt bezglutenowy firmy Nestle
Nie zdążyłam kupić nawet więc nie wiem jak działa w praktyce.

Na szczęście problem biegunki jest już za nami. Teraz wiem, że jak kiedyś (oby nie) wróci, to trzeba od razu ryżem zaklejać. 

Więcej o kupie pisać nie będę. Amen

wtorek, 21 lutego 2012

Szpital

A to dopiero stresów się najadłam. 
W nocy z soboty na niedzielę Syneczek zaczął gorączkować. Wystraszyłam się bo to przecież pierwszy raz taka sytuacja nas spotkała, a w domu nic przeciwgorączkowego. Ech, ja i moje zorganizowanie... Nad ranem biedaczysko biegunki dostało. Skoro świt obudziłam Mr. Tatę żeby w te pędy do apteki gnał (na szczęście na osiedlu mamy taką całodobową i całotygodniową). Po podaniu Panadolu sytuacja się opanowała, jednak biegunka wciąż się rozkręcałą...

W nocy z niedzieli na poniedziałek było już "na zielono". Zaraz rano zadzwoniłam do pediatry, a Syneczek dzielny jakgdyby nigdy nic bawił się, ganiał i wkurzał na mamę swoją, że wciąż mu te spodnie ściąga. Po gorączce ani śladu. 

Na wizycie pediatra oceniła stan Synka jako dobry, ale zaniepokojona ilością kup, skierowanie do szpitala dała na dodatkowe badania. No to pojechaliśmy. Cóż to był za wieczór! Z jednej strony od razu pożałowałam, że tam trfiliśmy, z drugiej pomyślałam, że przynajmniej Synek dokłądnie przebadany zostanie.

Podbrali mu krew. Wyniki okazały się bardzo dobre. Kazali mi go nakarmić i zamknęli w boksie. Synek po cycusiu kupę znowu walnął, która została dokłądnie obejrzana przez dyżurującą p.doktor. Wszystko trwało ponad trzy godziny! Wypusicili nas do domu po dwudziestej z dietą a bez leków.

Ale w szpitalu stalo się coś ważniejszego niż ogólne wymęczenie i badania. Synuś powiedział mama! Ale nie MAMA tylko ma-ma-ma. Boże! Jak cudownie się poczułam. Oczywiście pierwszy raz usłyszał to Mr.Tata, który trzymał Synka dzielnie na rękach, ja tymczasem chodziłam w kółko zestresowana. Oczywiście nie chcialam mu wierzyć. Na szczęście za chwil kilka Synek zechciał powtórzyć swoje ma-ma-ma. BOSKO!

Po powrocie do domu Synek dostał kleik ryżowy bez mleka, zgodnie z zaleceniem lekarki. I przespał dzielnie całą noc bez kupy. Mr.Tata spał z nami, "jakby co", pierwszy raz od niepamiętnych czasów. Rano zapytałam się:

- No i jak się spało?
- Jak w bajce... Tima Burtona...

Na szczęście Synek ma się dużo lepiej, co mnie bardzo cieszy, więc wybaczam Mr.Tacie :)))

niedziela, 19 lutego 2012

Bąbelkowe wyniki :)))

Ogłaszam, że wylosowane zostały dwie szczęściary, do których wysłany zostanie Bąbelkowy Żel do Kąpieli Sanoflore.

Oczywiście losował nie kto inny jak mój Synek kochany:




Gratulacje dla :

ambiguity autorki bloga ambiguous


oraz

Karoliny autorki bloga synkowo

Obie Panie proszę o wysłanie na mój e-mail: hpmblog@gmail.com swoich adresów wysyłkowych. Dziękuję :)))

Ps. Wciąż testuję kosmetyki Sanoflore. Pierwsze wrażenia jak najbardziej pozytywne, ale o tym w osobnym poście.

piątek, 17 lutego 2012

Do łazienki chodzę sam!

Tak oto:
Przygotowuję Synka do kąpieli w pokoju, rozbieram do zera i zakładam szlafroczek i puszczam na podłogę, a ten leci jak na złamanie karku, bo wie co za uciecha go czeka. Dzielnie pokonuje zakręty i wpada do otwartej łazienki, gdzie czeka na niego już Mr.Tata. Cóż za radość, kiedy poczuje cieplutką wodę!

***

Bąbelkowe Żele do kąpieli Sanoflore wciąż czekają na swoje właścicielki. Chcesz jeden? Zajrzyj tutaj.

Przy okazji chciałabym polecić kilka linków:



Na tej stronce możecie stworzyć książeczkę dla swojego dziecka, ilustrowaną przez Nathalie Jomard. Fajna sprawa. Spróbujcie koniecznie.
 
oraz
gdzie znajdziesz informacje o pielęgnacji skóry dziecka

środa, 15 lutego 2012

Mamy plan

Plan dnia oczywiście. Choć wiele schematów pojawiało się w naszym rozkładzie zajęć, to żaden nie gościł dłużej niż 2-3 tygodnie. Teraz obserwuję wiele zmian, a największą jest to, że dzień nareszcie stał się bardziej unormowany, przewidywalny, zaplanowany, co zdecydowanie ułatwia nam życie.

Oto on. Ten nasz NOWY PLAN DNIA:

7.00-8.00 - Pobudka. Sporadycznie 6.30.

8.00-9.00 - Cyc. Wspólne turlanie się po łóżku. Cyc. Wylegiwanie się jeszcze mamy w łóżku, gdy Syn zaczyna odkrywać na nowo skarby zabawkowe.

9.00-10.00 - Kawa dla mamy :))) poranna toaleta,  drobne porządki (ścielenie łóżka, mycie naczyń, nastawianie prania itp.). Synek w tym czasie lata po mieszkaniu i sprawdza czy wszystko jest na swoim miejscu, bądź bawi się z Mr.Tatą

10.00-11.00 - Drugie śniadanko czyli kaszka

11.00-12.00 - Drzemka Małego czyli mama może pisać bloga ;)))

12.00-13.00 - Spacer (jeśli warunki nie pozwalają to zabawa w domu)

13.00-14.00 - przygotowanie obiadu z Synkiem pod nogami

14.00-15.00 - karmienie Syna zupką, potem obiad rodziców

15.00-16.00 - Druga Drzemka Synka czyli mama "zajmuje się domem"

16.00-17.30 - Wspólna zabawa z przerwą na deserkowy owoc

17.30-18.00 - Kąpiel mamy 
18.00 - Kolacja Synka czyli znów kaszka (mama kolację jada rzadko)
17.30-18.30 - Zabawa Synka z tatą

18.30-19.00 - Kąpiel i inne rytuały wieczorne, w tym Cyc na dobranoc

19.00 - błogi sen naszego dziecięcia (półgodzinny przeważnie)

19.30 - 22.00 - ponowny błogi sen (mama ma wolne!!!)

22.00 - Cyc

22.00-7.00 - oboje zasypiamy, z tym, że Synek budzi się jeszcze co najmniej cztery razy (choć coraz częściej zdarzają mu się noce, które przesypia z 1-2 pobudkami).

Oczywiście godziny są orientacyjne. Czasami mamy półgodzinne przesunięcia. Plan nie obowiązuje kiedy wyjeżdżamy z domu na dłużej np. w odwiedziny. Jednak staramy się by kąpiele były o stałej porze.

Muszę się przyznać, że rutyna działa odstresowująco (na mnie i Synka też). Kto by pomyślał?

 ***

Przypominam, że mam do rozdania dwa Bąbelkowe Żele do Kąpieli dla Waszych pociech.
Szczegóły tutaj.