środa, 13 marca 2013

Nie! Nie wolno!

Nie lubię słowa "nie"! Co wcale nie oznacza, że nie uznaję sprzeciwu. Nie lubię słowa "nie" za złe skojarzenia. Za to, że w dzieciństwie byłam karmiona "to nie... tamto nie... tego absolutnie nie wolno". Zasady, zasadami, ale gdy wszystko jest na "nie" to przestaję w tym słowie widzieć jakikolwiek sens.

Wyparłam to słowo ze świadomości, do tego stopnia, że miałam problemy z asertywnością. Są sytuacje w życiu, kiedy słowo "nie" staje się niezbędne, niestety. Wyparłam to słowo również dlatego, że przeczytałam w różnych poradnikach motywacyjnych o tym, jak nasz mózg nie słyszy słowa "nie". Zamieniłam więc "nie mogę" na "potrafię, chcę", itp.

Karcę się w myślach, gdy wypowiadam słowa typu "nie potrafię jeździć samochodem". Przecież potrafię, tylko miałam przerwę i muszę przełamać swoje lęki.

Radzę sobie jak mogę ze słowem "nie". Używam, kiedy jest potrzebne, zapominam o nim, kiedy mogę je zamienić na coś brzmiącego bardziej optymistycznie.

Staram się też nie nadużywać słowa "nie" w stosunku do mojego Synka, co nie oznacza, że pozwalam mu na wszystko. Absolutnie nie! Ale nie jestem matką, która do swojego dziecka mówi jedynie "nie wchodź tam", "nie biegaj", "nie ruszaj". Słyszałam to wystarczająco często i nie uważam, by miało to przynieść wychowaniu mojego dziecka jakiekolwiek pozytywne wyniki.

Oczywistym jest jednak, że żyjemy w świecie zasad. Mały musi wiedzieć co mu wolno, a co nie. Musi wiedzieć, że pewne zachowania niosą ze sobą negatywne skutki. Często radziłam sobie metodą zastępstwa... czyli gdy np. nie chciałam by mały wchodził na drabinki na placu zabaw, proponowałam mu piaskownicę, opowiadając przy tym ile radości jest w grzebaniu w piasku. Ta metoda sprawdza się u nas znakomicie. Odwracanie uwagi i zastępstwo rzadko nas zawodzi.

Czasem jednak trzeba powiedzieć "nie" i koniec. Są zasady niedyskusyjne typu: nie dotykaj pieca, nie wchodź na szafkę kuchenną, nie skacz po stole itp. W takim przypadku mówię stanowczo "nie" i tłumaczę dlaczego. Nawet po dwadzieścia razy.

Wczoraj Mały pobiegł do kuchni i postawił sobie pod piecem z gotującym się obiadem krzesło. Natychmiast pobiegłam za nim. Mały popatrzył na moją rozgniewaną twarz i powiedział "nie". Ja powtórzyłam "nie". I wystarczyło by Mały zrezygnował z zamiaru wspięcia się na krzesło.

Pewnie jeszcze będzie próbował... ale teraz widzę, że tłumaczenie po ileśtam razy dlaczego czegoś nie wolno zrobić skutkuje tym, że dziecko akceptuje niewygodne dla siebie zasady. Nie trzeba krzyków, agresji, szantażu i innych środków, by osiągnąć cel. Wystarczy konsekwencja.

Konsekwencja w mówieniu "nie" kiedy to jest niezbędne.
Konsekwencja w niemówieniu "nie" kiedy możemy tego uniknąć.


14 komentarzy:

  1. Bardzo zdrowe podejście do "nie" :) Ja go chyba używam za często. Gdy jednak słyszę od Emilki "nie umiem" zawsze tłumaczę jej, że da radę i potrafi i musi tylko spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja również używam słowa nie bardzo często. jakoś metody zastępstw nie potrafię opanować, choć staram się odwracać uwagę Emilki zamiast mówić nie. nie zawsze to wychodzi. niestety.

      Usuń
    2. Ja też jestem z tych co to "nie" deklamują na kazdy możliwy sposób. Ale okropnie mnie to denerwuję. No nie umiem tego NIE nie uzywać.

      Usuń
  2. Ja bardzo często muszę ze soba walczyc, żeby nie mowic non stop "nie". Też staram się wszystko tłumaczyc. Różne są tego efekty :) Raz Młody posłucha, a czasem udaje głuchego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze nie musiałam mówić stanowczego NIE. Podejście do niego mam podobne jak Ty, boję się tylko, że teoria nie wyjdzie mi w praktyce... To trudna sztuka, zwłaszcza w emocjach.
    U mnie też dzisiaj post o/na nie, ale w innym znaczeniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. brawo...tez próbuję stosować metodę odwracania uwagi, jednak jest bardzo ciężko...i nie zawsze skutkuje.....za to mój synek zakochał się w słowie NIE ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. nie bójmy się prostych komunikatów. Często takie "nie" jest lepsze od godzinnego tłumaczenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba każdy z nas nadużywa słowa "nie"
    Tacy już jesteśmy.:)
    Pozdrawiam serdecznie!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem nie może obejść się bez tego słowa. Moja córcia szybciej powiedziała nie niż tak :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Nie" u nas w sytuacji zagrożenia, nie do znudzenia. I tłumaczymy, tłumaczymy... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dwa ostatnie zdania są kwintesencją całego tego zagadnienia :)
    Sama wiem, ze to nie takie proste bo łamie się za często choć Mała już też dużo wie co wolno, a co kompletnie nie powinno leżeć w jej interesie!
    Praca z Dzieckiem, Zabawa- czyni cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasem, jak widzę tak rodziców "na nie", to aż mi skóra cierpnie. Mam nadzieję, że mnie ta "choroba" nigdy nie dotknie i będę umiała się powstrzymać od wiecznego zabraniania.

    OdpowiedzUsuń