sobota, 10 grudnia 2011

Prawie jak Fiona...

Gdybym miała porównać Synka mojego do wybranej bajkowej postaci z pewnością byłaby to księżniczka Fiona ze Shreka:

w dzień pięknością, w nocy zaś szkaradą...

Aż trudno uwierzyć, że mój cudowny, grzeczny, roześmiany, ciekawski na potęgę Malec, w nocy zmienia się w straszliwego ogra. Zachowuje się tak, jakby chciał przegonić wszystkich sąsiadów ze swojego "bagna".

Kto rzucił na niego ten czar straszliwy! Jak znajdę tę wiedźmę to jej... miotłę połamię!

Na szczęście i Synek ma swoją księżniczkę, która ten czar zdjąć usiłuje. MNIE oczywiście!
Całuję, tulę, całuję... a Synek ani w jedną, ani w drugą stronę...
Coś złe zaklęcie odpuścić nie chce (a może to nie ta księżniczka?)

Trudno. Ja całować nie przestanę!

czwartek, 8 grudnia 2011

Biedroneczki są w kropeczki...

...i to chwalą sobie...

Że grudzień jest miesiącem prezentów, a przede wszystkim zabawek to każdy wie. To jedyny czas w roku, kiedy upominki pojawiają się pod pretekstem "mikołajowego dziadka" prawie przez 30 dni...

Synek mój kochany swoje prezenty zaczął zbierać już pod koniec listopada, a co! Dziadkowie coś na bakier z kalendarzem stoją, ale jak to u emerytów... czas płynie zupełnie inaczej. Dużo tego było: piłki, książeczki, klocki... ech. Drudzy dziadkowie wcale lepsi nie są. Krzesełko do karmienia też przywieźli przed czasem, choć to podobno prezent gwiazdkowy! Czy ja się gniewam? Skąd! Niech przywożą wnusiowi, byleby wyścigów nie urządzali "kto da więcej".

Dziś o północy  mój Synek skończył siedem miesięcy. Aż trudno uwierzyć, że już tyle... i z tej okazji prezent się należy! Tym razem mamusia włożyła mu do rączki Grzechotkę - Biedroneczkę BabyOno.

Według producenta zabawka:
- uczy rozpoznawania kształtów i kolorów
- zwiększa poczucie bezpieczeństwa
- zachęca do okazywania uczuć i empatii

Hmm... jak na razie to Synek ją ślimta sobie...

środa, 7 grudnia 2011

Jesteśmy na wojnie!

Atak nadchodzi z każdej strony! Trzeba się bronić!

Przez ostatni tydzień różowo nie było, głównie przez moją chorobę. Synek markotny, rozdrażniony, znów fundował mi bezsenne noce... Myślałam, że odreagowuje moją niedyspozycję, bo nie miałam sił bawić się z nim jak zwykle, śpiewać mu, a nawet czytać... i tak mi przykro było...

Wzięłam się w garść i postawiłam na nogi, a On swoje. Już chciałam się poddać, gdy zaglądając w rozdarty dziubek Synka kochanego,zobaczyłam sine i napuchnięte dziąsełka. Ba! Nawet górną jedynkę zobaczyłam ledwo co wystającą! Katar i gorączka wyłączyły mi myślenie...

Zaczęła się kolejna bitwa z tymi wstrętnymi Zębolami. Ale teraz już wiem o co biega, więc wiem jak walczyć! Oczywiście Dentinox poszedł w ruch... no i masaż!

A żeby tego było mało, mamy jeszcze jednego wroga! Długo się ukrywał, ale dziś w nocy dał o sobie znać! KATAR! Pierwszy nasz... Świszczało Synkowi w nosku, spać nie mógł, ale dzielna matka walczyła! Tylko jak tu walczyć, gdy wróg stawia taki opór. No możenie wróg a Dziecię moję. Jak mu go odciągnąć, gdy ten nie daje się nawet dotknąć w nos. To była prawdziwa walka. Ja poszczypana, posiniaczona, podrapana, a Syneczek rozdarty na całego. A im więcej płaczu, tym więcej kataru. Poddałam się. Kropiłam mu ten nosek co godzinkę solą fizjologiczną... i w końcu trochę zelżało...zasnął.

Dziś rano nosek suchy! Choć myślę, ze w nocy możemy mieć powtórkę!

Wojna trwa więc w najlepsze i to na dwóch frontach!

wtorek, 6 grudnia 2011

Prawdziwy Święty Mikołaj

Mój Synek z dumą mógłby powiedzieć (gdyby potrafił), że jego tatuś jest Świętym Mikołajem...
No może nie takim świętym, ale prawdziwym!

poniedziałek, 5 grudnia 2011

MAM butelkę nową...

...do użycia gotową - rzec by się chciało. Ach...i cóż ja mam napisać... Nie ukrywam, że na tą butelkę treningową to liczyłam najbardziej. Myślałam, że dzięki niej skończą się moje problemy z dopajaniem Synka. Z butelki zwykłej pić nie chciał, a mamy ich kilka i każdą odrzucił. Na niekapek to trochę za wcześnie, choć jak trzeba to i z niekapka się mu wodę do buzi przeleje. I pomyślałam sobie, że MAM znalazło na tego typu problemy idealne rozwiązanie: Butelkę treningową 6+

Niestety, Synek odrzucił również i tę butelkę jako źródło podawania pokarmów ciekłych. Uparł się i koniec. Ale, jak to zwykle bywa i na butelkę znalazł nowe zastosowanie: gryzak idealny! Miękki i dobrze dopasowany ustnik doskonale nadaje się do masowania jego spuchniętych dziąsełek. Butelkę dostaje codziennie, pełną oczywiście (jakby nagle zachciało mu się pociągnąć ze smoka), i codziennie poświęca ok.15min. na masaż...

Maminym okiem: jak dla mnie butelka wykonana jest bardzo starannie, z ogromną dbałością o szczegóły. Idealnie dostosowane rączki pozwalają z łatwością utrzymać butelkę w małej rączce dziecka. A co najważniejsze: nie kapie! Można nią rzucać, trząść, obracać i nic nie wycieka. To naprawdę ogromny plus. Do jednego bym się przyczepiła tylko: skala na butelce jest nieczytelna. Dla osoby z doskonałym wzrokiem oczywiście nie ma najmniejszego problemu, ale dla kogoś słabiej widzącego na przykład, to jest problem niestety. Zwrócił mi na to uwagę Mr.Tata, który między obrazkami potworków ledwo dostrzega podziałkę (zresztą na początku się kłócił, ze tam żadnej skali nie ma). Dodatkowa miarka jest na zatyczce, ale tylko do 50ml.

Aha... jeszcze jedna sprawa... smoczek pod wpływem marchewki odbarwił na zielono (co trochę widać na zdjęciu). Ale każda mama chyba przyzwyczajona jest do tego, że marchewka barwi wszystko?

Szkoda, że butelka u nas "nie działa" bo całkiem fajna jest.
Był to ostatni produkt firmy MAM, który testowaliśmy. W moim osobistym rankingu:

1.szczoteczki
2.smoczek
3.butelka :(

Może jeszcze się coś zmieni, to na pewno wspomnę...

sobota, 3 grudnia 2011

Armagedon!

Mój Synek zaczął siadać! I to tak ni z gruchy ni z pietruchy... po prostu! Siada z każdej pozycji: z leżącej, klęczącej i stojącej... szok. A już myślałam, że wcześniej zacznie piłkę kopać niż usiądzie :) A tu taka niespodzianka, od razu cały komplet możliwości... No normalnie koniec świata!

Choć Mr.Tata upiera się, że koniec świata będzie dopiero, gdy Synek samodzielnie chodzić zacznie... No to zobaczymy. W sumie Majowie przepowiadali koniec świata na 2012, więc Mr.Tata może mieć rację... Chyba, że Synek zrobi nam niespodziankę i jeszcze na święta zrobi pierwszy samodzielny krok... 

W tedy to na pewno padnę trupem...

piątek, 2 grudnia 2011

Takie tam hasełka...

Ostatnio uaktywnił mi się jakiś dar do wyłapywania powtarzających się zdań i haseł w cudzych wypowiedziach. Bo, że każdy z nas ma swój osobisty ulubiony słownik to jest oczywiste. Nawet  nie zdajemy sobie sprawy, jak często zdarza nam się powtarzać jakieś słowo lub zdanie, bądź to w zależności od określonej sytuacji, bądź stanu emocjonalnego. Jest też osobisty język zrozumiały tylko dla określonej liczby osób. Wtedy to słowa nie znaczą co znaczą, co może być przyczyną wielu niesamowitych historii.

Zaczęłam notować różnego typu "teksty" by zrobić z nich obszerniejszy materiał. Dziś opowiem o dwóch przypadkach, od których wszystko się zaczęło...

A zaczęło się od teściów moich. Niewiele jeszcze o nich pisałam, choć niejedną zabawną historię mogłabym przemycić. Zauważyłam właśnie, że jak widują się oni ze swoim Wnusiem kochanym, to zawsze zachowują się w ten sam sposób. Powtarzają te same hasła.

Teściu mój na przykład za każdym razem kiedy widzi Synka, już na dzień dobry pyta: "Pójdziemy na spacer?" bądź "Pójdziesz z dziadkiem na spacer?". Za każdym razem! I to nie, że raz się zapyta, ale tak w kółko mówi, choć sam pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Jak mantrę jakąś powtarza. Nie muszę dodawać, że z rzeczywistym wychodzeniem na spacer niewiele ma to wspólnego. "Pójdziemy na spacer" jest równoznaczne z "dzień dobry", "dziękuję", "bardzo się cieszę, że cię widzę" itp. To się teściu zdziwi, jak Mały zacznie rozumieć i reagować, i za każdym razem kiedy się teść zapyta "pójdziemy na spacer?" w te pędy będzie się rwał do wychodzenia.

Teściowa z kolei ukochała sobie słowo "mądralka". Jak widzi Wnusia, bawi się z nim to często powtarza: "jaki z niego Mądralka", "no nie mogę uwierzyć, że on taki mądralka jest" itp. Mądralka czyli "zdolniacha" albo coś w tym stylu. Nie ukrywam, że szczególnie nam się to hasełko spodobało i sami, gdy widzimy, ze nasz Synek znów nauczył się czegoś nowego mówimy z uśmiechem na ustach "o zobacz jaki z niego mądralka".

Teraz będę przysłuchiwała się reszcie rodziny...