W rocznikach 30+ trudno utrafić osoby samotne. Większość znajomych, albo jest w związkach, albo w związkach małżeńskich, często rozmnożonych, a ci którzy samotni wciąż pozostają, deklarują że jest to ich świadomy wybór. Bycie Singlem też przecież jest sposobem na życie. Ale zdarzają się osoby, które są samotne z przypadku. Gdy przekraczają magiczną granicę wiekową, rozpoczynają polowanie na partnera.
Dziś usłyszałam od jednej "singielki", będącej w świeżym związku, który nie do końca jej leży... że to nic przecież. "Facet powinien być dobrym materiałem do lepienia. Jak jest materiał, to tu się przytnie, tam doklei i będzie towar jak się patrzy".
W pierwszym odruchu roześmiałam się... ale o zgrozo! Naprawdę istnieją jeszcze kobiety, które myślą że mogą zmienić mężczyznę pod wykreowane przez siebie ideały?
Wcale się już nie dziwię, że wokół jest tyle nieszczęśliwych związków.
Jak stworzyć nieudany związek? Oto kilka prostych sposobów:
Związek ze strachu przed samotnością.
Tak już mamy kulturowo zakodowane (pomijam tutaj fakt, że jesteśmy gatunkiem stadnym). Mężczyzna dookreśla kobietę. Mam męża/partnera = jestem spełniona i wartościowa. No i przecież baba bez chłopa sobie nie poradzi. Samotna kobieta jest postrzegana jako coś dziwnego... Twór pomiędzy zakonnicą a ladacznicą... Kobiety boją się być same, bo społeczeństwo zawiesza je w próżni. Więc drogie panie...byle nie pił, nie bił i przynosił pieniążki do domu, a reszta się sama ułoży.
Związek pod presją otoczenia.
Rodziny zwłaszcza. Bo to wstyd jest zostać "starą panną", gdy wszystkie sąsiadki wokół dawno już zamężne. Dla świętego spokoju więc... byle nie pił, nie bił (...)
Związek na magii oparty.
Wiara w cudowną przemianę z Łajdaka w Anioła, to też dobry powód by stworzyć związek, zwłaszcza ten małżeński. Po ślubie przecież wszystko się zmienia. No przecież kocha, no przecież zależy mu... więc zrobi to, o co go "poproszę"... Taaa.... zmieni się... w sposób magiczny zmieni się w zupełnie innego człowieka.
Związek z Ideałem.
I masz w końcu tego wymarzonego. Wiersze pisze. Z kwiatami pod pracą czeka. Traktuje Cię jak księżniczkę. A gdy dochodzi do wspólnego życia, okazuje się, że śrubki dokręcić nie potrafi, pracą rąk skalać to już wcale. I szybko ten Ideał marnieje w oczach... ale "widziały gały co brały", więc albo na wstępie prześwietlisz delikwenta pod każdym życiowym aspektem, albo całe życie będziesz się wkurzać, że taki nieidealny...
Zazdrość
Ale załóżmy, że stworzyłaś coś o co warto się bić. Jest dobry związek, z dobrym mężczyzną. To bronisz go za wszelką cenę:
"Nie patrz na nią"
"Dlaczego tak często o tej Agacie z pracy gadasz, co?"
"Jesteś mój i tylko mój"... i najlepiej się uwieś na mnie i patrz tylko w moją stronę...
Dobry związek nie daje powodów do zazdrości... a wpuszczenie tej trucizny, z reguły oznacza śmierć... i to strasznie powolną... zjadającą związek od środka.
Podobnych przykładów jest wiele... myślę, ze niejedna chętnie by coś dopisała...
...ale przede wszystkim, dla tych, które mają jakąkolwiek wątpliwość:
Facet to nie drożdżowe ciasteczko! Nie można go ugnieść, ulepić, uformować wedle własnych upodobań... nadziać rodzynkami i budyniem... wsadzić w ciepełko by dorodnie wyrósł... by na końcu schrupać z rozkoszą...
Houk!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 lutego 2014
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Starość. Radość? Nie radość?
W zeszłym tygodniu obchodziliśmy Dzień Babci i Dziadka. Wpisy na blogach, wiadomości w TV, reklamy... niemal wszystko przedstawiało obrazek uśmiechniętych staruszków tulących swoje małe lub całkiem duże wnuki... ale mój wzrok i moje myśli wyjątkowo skupiły się na upływie czasu, starości właśnie.
Wciąż mam wrażenie, że człowiek stary kojarzony jest z biedą, smutkiem, samotnością. Tak. Wiem. Emerytury są jakie są. Opieka medyczna też. I choroby człowieka się trzymają bardziej. Jednak nie chcę wierzyć, że tak właśnie będzie wyglądało moje życie za 40 lat. Nie mogę wierzyć w taki obrazek. Nie mogę go uznać za normę, bo oznaczałoby to, że nieważne jak przeżyję życie... starość będzie przykra.
Wolę wierzyć, że na to jak będzie wyglądało moje życie "na emeryturze" pracuję właśnie teraz. Każde działanie będzie miało swoje konsekwencje w przyszłości. I tej bliskiej, i tak bardzo odległej. Prawda jest taka, że mój status materialny wypracowuję właśnie teraz. Nie liczę na Państwo, Unię, wygraną w totka (choć gram ;) ). Moja emerytura zależy od tego ile wypracuję, i ile z tego odłożę. Tu i teraz. Gdy jestem młoda jeszcze i zdrowa. Gdy wciąż jeszcze mogę nadać życiu dowolny kierunek.
Samotność? Nie mam wpływu na to jak wiele spośród bliskich mi osób odejdzie przede mną. Jedyne, o co teraz mogę zadbać to relacje z ludźmi. Kochać i być kochaną - proste, choć tak niewiele trzeba by to przegapić, zaniedbać. Mieć przy sobie ukochaną osobę, stworzyć dobrą rodzinę... z miłością i szacunkiem. Wciąż dbać o to, by mieć się do kogo odezwać, z kim wypić kawę, dzielić pasje, smutki i radości. Skupić wokół siebie osoby przy których się uśmiechasz, które motywują... bezinteresownie. To właśnie mogę. Teraz, by "kiedyś" nie poczuć czym jest samotność.
Smutek, gorycz, nuda... Nie można odkładać swoich pasji, na później. Nie można, bo z biegiem lat coraz mniej się chce. Potrzeba naprawdę wiele wysiłku, by zmotywować się do działania. Jeśli teraz jedyną formą spędzania czasu wolnego jest np. oglądanie telewizji... marne są szanse by w przyszłości robić coś zupełnie innego. Kreatywnego. Jeśli teraz nie wyrobimy w sobie nawyku "robienia czegoś fajnego ze swoim czasem/życiem", to nasza starość będzie po prostu nudna. NUDNA. O ile bardziej człowiek jest szczęśliwszy, gdy pochłaniają go pasje. I powiedzmy sobie szczerze... ludzie aktywni są młodsi, po prostu. Hobby daje radość, rozwija, organizm się wolniej starzeje, rozum zachowuje jasność. Czas płynie szybciej, jednak bez poczucia, że się go marnuje. Pasje sprawiają, że człowiek nie czuje się tak bardzo bezużyteczny, co z pewnością jest bolączką starszych ludzi.
O zdrowie też trzeba zadbać teraz. I dietą. I sposobem życia. Przesypianiem nocy. Doleczeniem chorób. Taka profilaktyka. Zadbaj o siebie teraz a organizm ci odda na starość. Oczywiście pomijam tu wszelkie genetyczne uwarunkowania do chorób, ale jeśli np. sporo palisz możesz przygotować się już teraz na konsekwencje. Wszystko się odkłada... i kiedyś po prostu wyjdzie. To samo dotyczy diety, czy braku ruchu. Równowaga. Życie musi być ciągle w równowadze...
*źródło Internet
Jaka będzie moja starość? Taka jaką sobie wypracuję... licząc, ze los mnie zbytnio nie doświadczy...
Jedyne czego chcę to, by moje życie było pełne ..spokoju, radości, miłości, pasji... i by trwało do późnej starości...
Wciąż mam wrażenie, że człowiek stary kojarzony jest z biedą, smutkiem, samotnością. Tak. Wiem. Emerytury są jakie są. Opieka medyczna też. I choroby człowieka się trzymają bardziej. Jednak nie chcę wierzyć, że tak właśnie będzie wyglądało moje życie za 40 lat. Nie mogę wierzyć w taki obrazek. Nie mogę go uznać za normę, bo oznaczałoby to, że nieważne jak przeżyję życie... starość będzie przykra.
Wolę wierzyć, że na to jak będzie wyglądało moje życie "na emeryturze" pracuję właśnie teraz. Każde działanie będzie miało swoje konsekwencje w przyszłości. I tej bliskiej, i tak bardzo odległej. Prawda jest taka, że mój status materialny wypracowuję właśnie teraz. Nie liczę na Państwo, Unię, wygraną w totka (choć gram ;) ). Moja emerytura zależy od tego ile wypracuję, i ile z tego odłożę. Tu i teraz. Gdy jestem młoda jeszcze i zdrowa. Gdy wciąż jeszcze mogę nadać życiu dowolny kierunek.
Samotność? Nie mam wpływu na to jak wiele spośród bliskich mi osób odejdzie przede mną. Jedyne, o co teraz mogę zadbać to relacje z ludźmi. Kochać i być kochaną - proste, choć tak niewiele trzeba by to przegapić, zaniedbać. Mieć przy sobie ukochaną osobę, stworzyć dobrą rodzinę... z miłością i szacunkiem. Wciąż dbać o to, by mieć się do kogo odezwać, z kim wypić kawę, dzielić pasje, smutki i radości. Skupić wokół siebie osoby przy których się uśmiechasz, które motywują... bezinteresownie. To właśnie mogę. Teraz, by "kiedyś" nie poczuć czym jest samotność.
Smutek, gorycz, nuda... Nie można odkładać swoich pasji, na później. Nie można, bo z biegiem lat coraz mniej się chce. Potrzeba naprawdę wiele wysiłku, by zmotywować się do działania. Jeśli teraz jedyną formą spędzania czasu wolnego jest np. oglądanie telewizji... marne są szanse by w przyszłości robić coś zupełnie innego. Kreatywnego. Jeśli teraz nie wyrobimy w sobie nawyku "robienia czegoś fajnego ze swoim czasem/życiem", to nasza starość będzie po prostu nudna. NUDNA. O ile bardziej człowiek jest szczęśliwszy, gdy pochłaniają go pasje. I powiedzmy sobie szczerze... ludzie aktywni są młodsi, po prostu. Hobby daje radość, rozwija, organizm się wolniej starzeje, rozum zachowuje jasność. Czas płynie szybciej, jednak bez poczucia, że się go marnuje. Pasje sprawiają, że człowiek nie czuje się tak bardzo bezużyteczny, co z pewnością jest bolączką starszych ludzi.
O zdrowie też trzeba zadbać teraz. I dietą. I sposobem życia. Przesypianiem nocy. Doleczeniem chorób. Taka profilaktyka. Zadbaj o siebie teraz a organizm ci odda na starość. Oczywiście pomijam tu wszelkie genetyczne uwarunkowania do chorób, ale jeśli np. sporo palisz możesz przygotować się już teraz na konsekwencje. Wszystko się odkłada... i kiedyś po prostu wyjdzie. To samo dotyczy diety, czy braku ruchu. Równowaga. Życie musi być ciągle w równowadze...
Jaka będzie moja starość? Taka jaką sobie wypracuję... licząc, ze los mnie zbytnio nie doświadczy...
Jedyne czego chcę to, by moje życie było pełne ..spokoju, radości, miłości, pasji... i by trwało do późnej starości...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
