piątek, 22 marca 2013

Kok na nowo odkryty

Nie wiele rzeczy wprawia mnie w zdumienie...
Mam swoje przyzwyczajenia, zwłaszcza modowe, których teraz usilnie próbuję się pozbyć.
Mam swoją ulubioną fryzurę, której nie zmieniam od lat. Co najwyżej zmieniam jej długość.
Lubię spinać włosy. Robię to w jeden niezawodny sposób: gumka + kilka wsuwek i rozpoczynam plątanie w różnego rodzaju koczki.

Aż tu razu pewnego nawiedziła mnie "prawie osobista stylistka" z kilkoma lookowymi pomysłami. Zerknęła na fryzurę i zapytała o donut.
- Hmm?
- gumkę do koczka
- Hmm?

Szczęka mi opadła, na wieść, że do czesania koczka potrzebna jest specjalna gumka. Dostałam takową od niej w prezencie.

 
Teraz to jest dla mnie oczywista oczywistość. Koczka, drogie panie, układamy na gumce.
 
A oto przykład jak:
 
  

Czasem bez odpowiedniego doradcy ciężko połapać się w modowym świecie. Buziaki G.

czwartek, 21 marca 2013

Drzwi zamknięte. Drzwi otwarte.

Mały ma nową zabawę... w otwieranie i zamykanie drzwi. Wprawdzie jeszcze nie dostaje do klamki z podłogi, ale to dla niego akurat jest żaden problem. Podstawia sobie pod drzwi cokolwiek, najlepiej krzesło, ale gdy takowego brak to i wiadrem nie pogardzi, i garnkiem, i pchaczem swoim czy rowerkiem.

Wszystko co znajduje się w domu może służyć za potencjalny podest.

Razu pewnego, wczesnym rankiem, gdy my jeszcze pogrążeni byliśmy w marzeniach sennych, Mały wysunął się z łóżka, cichuteńko otwarł drzwi z pokoju i zaczął buszować po domu. Obudził mnie brzęk kluczy przy drzwiach wejściowych. Serce mi waliło, myślałam, że ktoś próbuje się do nas dostać... a tu moim oczom ukazał się Synek stojący na krześle przy drzwiach i próbujący przekręcić klucz... Na szczęście tego jeszcze nie potrafi, ale jak długo?

Wizja Synka wymykającego się na korytarz napawa mnie lękiem. Muszę pomyśleć o zamontowaniu łańcucha...

Na razie w ramach poszukiwań inspiracji do urządzenia dziecięcego pokoju, trafiłam na to zdjęcie:


Myślę, że Mały byłby szczęśliwy ;)

Ps. Po osiedlu chodzą dzieci z pobliskiego przedszkola i wołają "Wiosno przybądź do nas!" Mam ochotę się przyłączyć...





środa, 20 marca 2013

U mnie pachnie wiosną

Czy aby na pewno pachnie? To sprawa indywidualnych upodobań zapachowych. Jedni kochają takie wonności, inni wręcz nie tolerują.

Ja kocham. Kocham zapach cebuli i rzeżuchy.

Kojarzy mi się zwłaszcza z Wielkanocą, kiedy to w Wielką Sobotę w całym domu pachnie obraną z łupinek cebulą, a stół przyozdobiony jest zieloną rzeżuchą...

Lubię mieć swój własny zielnik. Latem na moim balkonie zamiast kwiatów goszczą donice z bazylią, miętą, pietruszką, oregano... W tym roku, niestety, na balkonie nic nie będzie. Blok nam ocieplają, więc balkon będzie wyłączony z użytkowania. Postanowiłam jednak zrobić sobie w domu mini ogródeczek.

Taki naprawdę mini. Zaczynam od standardów czyli świąteczna rzeżucha, którą muszę zasiać raz jeszcze bo to co mam zniknie znajdzie się dziś w kaszy. Oraz cebula wstawiona do wody, by wyrósł mi piękny szczypior.



Macie jeszcze inne pomysły na mini  ogródeczek? Biorę wszystko czego nie trzeba sadzić w ziemi :)))


poniedziałek, 18 marca 2013

Zaklepane... czyli Spotkanie Mam Blogerek

Zaklepałam.
Będę na pierwszym Spotkaniu Mam Blogerek w Katowicach, organizowanym przez Paulinę i Kamilę
Pewnie już o nim słyszałyście...



I nie sądziłam, że w moim wieku stać mnie jeszcze na taką tremę towarzyską. Myślałam, że mamy blogowe skrzykują się na pitu pitu przy kawce, wpisałam się szybko na listę, bo dawno kawy w babskim towarzystwie nie piłam. W ostatniej chwili niemalże.... i w błogostanie położyłam się spać.

A rano... otwieram moje centrum zarządzania, czyli FB i czytam, że prasa, że telewizja, że sponsorzy... no muszę przyznać, że w fotel mnie wbiło. Przejrzałam listę "obecności" - no przecież nie znam nawet połowy tych blogów...

I co teraz?
W zasadzie ciekawość i ekscytacja wzięły górę nad stresem i tremą.

Blogi zaczęłam czytać... mimo, iż wciąż mam tyły, nie brzmią one już dla mnie tak obco.
No i będzie tam kilka mam, które już dawno chciałam poznać, więc to kolejna motywacja...

Zaklepałam.
Będę.
jezzzuuu... no cieszę się!

niedziela, 17 marca 2013

Na Zdrowie: Ostryga

Lubię tak czasem wsiąknąć w sieć. Im dłużej siedzę, tym większe szanse na wyłowienie czegoś ciekawego.

Przeszukując strony z ciekawymi przepisami, coraz bardziej zagłębiałam się w tematykę kulinarną. Nie musiałam długo "nurkować" by w głębinach znaleźć tę oto, jedyną i niepowtarzalną "Ostrygę":

http://oslislo.pl/ostryga/

Blog kulinarny mocno przyprawiony podróżniczymi smakami. Ach, jeden post, drugi, trzeci... zatopiłam się. Nazwisko autorki gdzieś mi świtało z tyłu głowy... ależ tak! My się znamy! Jak to miło przywołać znaną, dawno nie widzianą twarz, gdzieś z sieciowej otchłani...

Polecam ten blog, wszystkim ciekawskim nowych smaków, a także poszukiwaczom starych kulinarnych tradycji.

A dziś Was zapraszam na wykład autorki bloga Oli Oslislo: Co zabija polską kuchnię?

Smacznego!


piątek, 15 marca 2013

Prawie jak z gumy

Za oknem zima... wciąż.
Gdzie ta wiosna, się pytam? No gdzie? Niby jeszcze kilka dni, ale ciągnie się ten czas niemiłosiernie.

Nadejście wiosny pociąga za sobą wiele zmian.
Nowe plany.
Nowe cele.
Nowy look.
Nowe wyzwania...

Tylko jak znaleźć na to wszystko czas w macierzyństwie na pełen etat?

Spoko... matki są z gumy. Naciągają się wbrew prawom fizyki. Rozciągają dobę maksymalnie. Gumowe superbohaterki!

Łapię ten zimowy jeszcze oddech i wraz z pierwszymi wiosennymi promieniami słońca zacznę swój sprint motywacyjny. Ciekawe jak bardzo jestem w stanie się naciągnąć ;)

                                                                     źródło

środa, 13 marca 2013

Nie! Nie wolno!

Nie lubię słowa "nie"! Co wcale nie oznacza, że nie uznaję sprzeciwu. Nie lubię słowa "nie" za złe skojarzenia. Za to, że w dzieciństwie byłam karmiona "to nie... tamto nie... tego absolutnie nie wolno". Zasady, zasadami, ale gdy wszystko jest na "nie" to przestaję w tym słowie widzieć jakikolwiek sens.

Wyparłam to słowo ze świadomości, do tego stopnia, że miałam problemy z asertywnością. Są sytuacje w życiu, kiedy słowo "nie" staje się niezbędne, niestety. Wyparłam to słowo również dlatego, że przeczytałam w różnych poradnikach motywacyjnych o tym, jak nasz mózg nie słyszy słowa "nie". Zamieniłam więc "nie mogę" na "potrafię, chcę", itp.

Karcę się w myślach, gdy wypowiadam słowa typu "nie potrafię jeździć samochodem". Przecież potrafię, tylko miałam przerwę i muszę przełamać swoje lęki.

Radzę sobie jak mogę ze słowem "nie". Używam, kiedy jest potrzebne, zapominam o nim, kiedy mogę je zamienić na coś brzmiącego bardziej optymistycznie.

Staram się też nie nadużywać słowa "nie" w stosunku do mojego Synka, co nie oznacza, że pozwalam mu na wszystko. Absolutnie nie! Ale nie jestem matką, która do swojego dziecka mówi jedynie "nie wchodź tam", "nie biegaj", "nie ruszaj". Słyszałam to wystarczająco często i nie uważam, by miało to przynieść wychowaniu mojego dziecka jakiekolwiek pozytywne wyniki.

Oczywistym jest jednak, że żyjemy w świecie zasad. Mały musi wiedzieć co mu wolno, a co nie. Musi wiedzieć, że pewne zachowania niosą ze sobą negatywne skutki. Często radziłam sobie metodą zastępstwa... czyli gdy np. nie chciałam by mały wchodził na drabinki na placu zabaw, proponowałam mu piaskownicę, opowiadając przy tym ile radości jest w grzebaniu w piasku. Ta metoda sprawdza się u nas znakomicie. Odwracanie uwagi i zastępstwo rzadko nas zawodzi.

Czasem jednak trzeba powiedzieć "nie" i koniec. Są zasady niedyskusyjne typu: nie dotykaj pieca, nie wchodź na szafkę kuchenną, nie skacz po stole itp. W takim przypadku mówię stanowczo "nie" i tłumaczę dlaczego. Nawet po dwadzieścia razy.

Wczoraj Mały pobiegł do kuchni i postawił sobie pod piecem z gotującym się obiadem krzesło. Natychmiast pobiegłam za nim. Mały popatrzył na moją rozgniewaną twarz i powiedział "nie". Ja powtórzyłam "nie". I wystarczyło by Mały zrezygnował z zamiaru wspięcia się na krzesło.

Pewnie jeszcze będzie próbował... ale teraz widzę, że tłumaczenie po ileśtam razy dlaczego czegoś nie wolno zrobić skutkuje tym, że dziecko akceptuje niewygodne dla siebie zasady. Nie trzeba krzyków, agresji, szantażu i innych środków, by osiągnąć cel. Wystarczy konsekwencja.

Konsekwencja w mówieniu "nie" kiedy to jest niezbędne.
Konsekwencja w niemówieniu "nie" kiedy możemy tego uniknąć.